Miniona noc uświadomiła mi, że z temperaturą powyżej 39 stopni nieszczególnie jestem w stanie funkcjonować i mam problemy z jednoznacznym określeniem, czy mocniej telepie mnie z zimna, czy też może bardziej pocę się jak mysz.
Okazało się również, że płacz osobistego małego ssaka posiada magiczne właściwości uzdrawiające.
niedziela, 20 stycznia 2013
sobota, 23 czerwca 2012
Dom wariatow.
Ojciec i mąż zajęci remontem, matka u kumpeli na plotach, Ata w autobusie z Kielc, Nina na biwaku, Jan w sanatorium, Ewka przy szczeniakach
a stragan z warzywami sprzed sklepu zbierali --
facet z jedną ręką, laska w ciąży, 82letnia babcia chodząca o kuli i kobieta, która przez całe swoje życie nie przepracowała ani jednego dnia.
a stragan z warzywami sprzed sklepu zbierali --
facet z jedną ręką, laska w ciąży, 82letnia babcia chodząca o kuli i kobieta, która przez całe swoje życie nie przepracowała ani jednego dnia.
piątek, 11 maja 2012
9t4d
Aktualny nastrój - dół za dołem i dołem pogania.
Nie sądziłam, że to może być prawda, ale - poważnie, z chwilą, w której zobaczyłam ledwie wybarwioną bledziutką drugą kreskę na teście ciążowym, stałam się mamą. Tymczasem w ostatnich dniach moja świadomość została porażona iluminacją - już nigdy nie przestanę się bać.
/a może to tylko efekt rozbuchanych hormonów i poczucia, że mój mąż nie jest w tym ze mną tylko gdzieś bardzo upiornie daleko.
Nie sądziłam, że to może być prawda, ale - poważnie, z chwilą, w której zobaczyłam ledwie wybarwioną bledziutką drugą kreskę na teście ciążowym, stałam się mamą. Tymczasem w ostatnich dniach moja świadomość została porażona iluminacją - już nigdy nie przestanę się bać.
/a może to tylko efekt rozbuchanych hormonów i poczucia, że mój mąż nie jest w tym ze mną tylko gdzieś bardzo upiornie daleko.
piątek, 6 kwietnia 2012
Z okazji właśnie stukniętego ćwierćwiecza życzę sobie
żeby wszystkie najważniejsze w moim życiu osoby były zdrowe.
piątek, 30 marca 2012
...
Po 12 miesiącach walki z rozstrojonym organizmem, kiedy życie przygniotło mnie na tyle, że właściwie postanowiłam się poddać. Przestać się okłamywać i nakręcać na coś, czego nie ma. Odpuścić.
Odstawiłam hormony, bromergon, nawet kwas foliowy.
Coś mnie wczoraj tknęło.
Wszystkie tak zwane objawy dało się logicznie i sensownie wytłumaczyć - sikanie na potęgę, pobolewanie piersi, senność, nawet koty uparcie układające się do spania na moim podbrzuszu.
Niby z góry założyłam, że nic z tego nie będzie, że za wcześnie to raz, a dwa, że znów się rozczaruję - ale chociaż przestanie kusić ten ostatni test z zapasu poprzednich miesięcy. No i coś mnie tknęło. Jakby fragmenty układanki minionych dni na ułamek sekundy ułożyły się w zgrabną całość.
Ostatnią rzeczą, którą spodziewałam się zobaczyć była druga bledziutka kreska.
Cień. A może bardziej cień cienia.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Dzisiejsza beta nie pozostawia żadnych wątpliwości - 4 tydzień.
.
.
.
Moje maleństwo, mój mały cudzie, proszę - rośnij zdrowe i silne.
zobaczymy się w grudniu
- głaszczę
mama.
Odstawiłam hormony, bromergon, nawet kwas foliowy.
Coś mnie wczoraj tknęło.
Wszystkie tak zwane objawy dało się logicznie i sensownie wytłumaczyć - sikanie na potęgę, pobolewanie piersi, senność, nawet koty uparcie układające się do spania na moim podbrzuszu.
Niby z góry założyłam, że nic z tego nie będzie, że za wcześnie to raz, a dwa, że znów się rozczaruję - ale chociaż przestanie kusić ten ostatni test z zapasu poprzednich miesięcy. No i coś mnie tknęło. Jakby fragmenty układanki minionych dni na ułamek sekundy ułożyły się w zgrabną całość.
Ostatnią rzeczą, którą spodziewałam się zobaczyć była druga bledziutka kreska.
Cień. A może bardziej cień cienia.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Dzisiejsza beta nie pozostawia żadnych wątpliwości - 4 tydzień.
.
.
.
Moje maleństwo, mój mały cudzie, proszę - rośnij zdrowe i silne.
zobaczymy się w grudniu
- głaszczę
mama.
niedziela, 11 marca 2012
...
Nigdy nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie, tak jakoś wyszło, że stosunki z rodziną ojca od zarania dziejów rządziły się odrębnymi zasadami. Może dlatego tak wyraźnie pamiętam jedyne wakacje, które spędziłam u dziadków - siedemnaście lat temu.
Pamiętam nieco apodyktyczne maniery dziadka i ją, kruchą, lekko zgarbioną, zawsze w jego cieniu, z delikatnym śmiechem w kącikach ust. Wracają do mnie przebłyski - jak krzątała się po kuchni i kroiła grube pajdy chleba, jak podnosiła dłoń, żeby ułamać uschniętą gałązkę stojącego na parapecie kwiatka.
Taka zostanie w moich wspomnieniach na zawsze.
.
.
.
Wierzę, że gdziekolwiek teraz jesteś, to dobre miejsce,
babciu.
Śpij spokojnie...
Pamiętam nieco apodyktyczne maniery dziadka i ją, kruchą, lekko zgarbioną, zawsze w jego cieniu, z delikatnym śmiechem w kącikach ust. Wracają do mnie przebłyski - jak krzątała się po kuchni i kroiła grube pajdy chleba, jak podnosiła dłoń, żeby ułamać uschniętą gałązkę stojącego na parapecie kwiatka.
Taka zostanie w moich wspomnieniach na zawsze.
.
.
.
Wierzę, że gdziekolwiek teraz jesteś, to dobre miejsce,
babciu.
Śpij spokojnie...
piątek, 9 marca 2012
Nocą
wymykam się spod ciepłej kołdry. Na palcach wędruję w kierunku kanapy, zawijam w koc i odpalam papierosa (wciąż każdy kolejny jest tym ostatnim). Głaszczę klawiaturę.
Mam w głowie milion myśli i problem z ubraniem ich w słowa.
Wyszłam z wprawy.
Plącze mi się w mózgu coś o tym, jak wiele się zmieniło od chwili, w której opuszczałam rodzinne strony myśląc, że to już na zawsze. Z podejściem, że jeśli kiedykolwiek w życiu będę tam musiała wrócić, to będzie przegrana. Porażka. Totalna kompromitacja. Zwał jak zwał.
.
.
.
Mama dochodzi do siebie, pobyt w szpitalu zaliczył niedawno tata. Z babcią raz lepiej raz gorzej.
Kiedyś sądziłam, że życie to wieczna sinusoida, wierzyłam, że po każdej burzy wychodzi słońce i inne tego typu kwieciste metafory. Później dotarło do mnie, że może to się sprawdza w przypadku innych, ale moje konkretnie życie to raczej niekończąca się podróż do wnętrza ziemi. Po okresie buntu nastała faza pogodzenia się z losem i w końcu przestałam z tym walczyć.
Jest źle? Pewnie będzie jeszcze gorzej.
W tej życiowej filozofii wegetowałam przez te wszystkie trudne miesiące, darując sobie głupie pytania w stylu 'co jeszcze?', bo przecież spodziewałam się, że spokojnie, bez niezdrowej ekscytacji - los zdąży mi znów przypieprzyć.
.
Ostatnie wydarzenia popchnęły mnie do podjęcia ważnych decyzji.
Przegrana, porażka, totalna kompromitacja.
A może wreszcie zmiana na lepsze.
Mam w głowie milion myśli i problem z ubraniem ich w słowa.
Wyszłam z wprawy.
Plącze mi się w mózgu coś o tym, jak wiele się zmieniło od chwili, w której opuszczałam rodzinne strony myśląc, że to już na zawsze. Z podejściem, że jeśli kiedykolwiek w życiu będę tam musiała wrócić, to będzie przegrana. Porażka. Totalna kompromitacja. Zwał jak zwał.
.
.
.
Mama dochodzi do siebie, pobyt w szpitalu zaliczył niedawno tata. Z babcią raz lepiej raz gorzej.
Kiedyś sądziłam, że życie to wieczna sinusoida, wierzyłam, że po każdej burzy wychodzi słońce i inne tego typu kwieciste metafory. Później dotarło do mnie, że może to się sprawdza w przypadku innych, ale moje konkretnie życie to raczej niekończąca się podróż do wnętrza ziemi. Po okresie buntu nastała faza pogodzenia się z losem i w końcu przestałam z tym walczyć.
Jest źle? Pewnie będzie jeszcze gorzej.
W tej życiowej filozofii wegetowałam przez te wszystkie trudne miesiące, darując sobie głupie pytania w stylu 'co jeszcze?', bo przecież spodziewałam się, że spokojnie, bez niezdrowej ekscytacji - los zdąży mi znów przypieprzyć.
.
Ostatnie wydarzenia popchnęły mnie do podjęcia ważnych decyzji.
Przegrana, porażka, totalna kompromitacja.
A może wreszcie zmiana na lepsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)