wtorek, 14 listopada 2006

(O tym, że znów)

Siada -
my
przy stole,
ja i mój pies.
I chciało by się
powiedzieć –
cisza. Ale tramwaj
za oknem
jedzie, a w klatce śpi
szczur.

I chciało
by się
- zapomnieć, że
‘nienawidzę cię’
a tak naprawdę to
(siebie).

Co jeszcze można
- zrobić, kto
nas
uratuje.
Czy jest jeszcze
- co.
(tu nie
ma
nikogo, jestem
tylko ja i mój pies,
i szczury
- oni śpią).

Siada –
my
przy stole,
ja i mój pies.
Patrzymy na
- rozmowy
(których
nie było).

poniedziałek, 13 listopada 2006

Iskierka w mroku.

Najedzona Iskra ma mięciutki brzuszek, kiedy wtula się we mnie w nocy pod kołdrą jest bardzo słodka.
.
Płakałam po zajęciach stojąc przy słupie oblepionym teatralnymi plakatami, na ulicy Sienkiewicza.
Deszcz jak na złość nie chciał padać.
.
- Czy istnieje szansa, że moja pańcia schowa się dziś, tu obok, w naszym łóżeczku? – szczeknęła mała kudłata, wychylając nos spod poduszki.
- Zaraz do ciebie przyjdę, Uszatku, tylko zmyję resztki echa ze zmęczonej głowy. – odpowiedziała nieobecna nieco k., zbierając z podłogi ostatnie kawałki bolących popołudniem zdań.

niedziela, 12 listopada 2006

Inna ja.

I kiedy siedzę tak naga przed lustrem, patrzę na gładką skórę, zaciągam się papierosem i myślę o tej czarnej bieliźnie, którą założę jutro pod nową sukienkę, dotykam się delikatnie pomalowanym na bordowo paznokciem, odgarniam z czoła wilgotne włosy a usta są takie miękkie, wtedy myślę też o tobie, o Mężczyźnie, o tym jak mnie nie rozbierasz, nie wiesz jaki mam zapach i smak i nie widzisz, jak mrużę powieki kiedy błądzisz rysując kolejne mapy na moim ciele, nie wiesz nie widzisz nie pamiętasz. 
.
Żałuj.

sobota, 11 listopada 2006

Dosyć.

Pisania symbolami, treści ukrytej w formie pół-słów, tam gdzie tak zwane drugie dno kończy się gdzieś pod każdym kolejnym.

Sens-za-sensem, krzyk-za-krzykiem, wszystko uleciało z dymem.
Szeptem przez uchylone drzwi.
.
Iskra uznała dom za swoją twierdzę.
Szczeka słysząc domofon i kroki pod drzwiami.
Zapytaj ją, czy wpuści cię do naszego świata.

środa, 8 listopada 2006

Mam.

Słoik zielonych oliwek, trzy wiersze w kieszeni.
Pięć papierosów.
‘Brak nowych wiadomości.’
.
Serce leży w lodówce.

wtorek, 7 listopada 2006

‘Spokój, wielki spokój…’

‘…przestrzeń między łzami w oku’ zaczyna się powiększać, łzy (i te dawne sprzed miesięcy i bliskie, niedzielne, z Dworca Centralnego w Warszawie, zanim przyjechał pociąg) powoli znikają, droga staje się jaśniejsza, oddychamy głębiej, spokojniej, gdzieś tam w środku pewne sprawy przybierają coraz bardziej określone kształty.
Wraca życie.
.
Siedzimy z Iskrą w romantycznej atmosferze, przy świecach. W bloku wysiadł prąd.
Pachnie nam cynamonowo.
Donica z mirtem stoi obok szafy. Na parapecie rośnie rosiczka od Maćka. Pilnuje jej drewniany kot.
Półki są pełne francuskich książek. Między nimi zaplątany słownik do hiszpańskiego, a ja dumam nad gramatyką praktyczną, mając w świadomości migoczące uwaga-jutro-kolokwium.
Szczury śpią przytulone, chroniąc się przed chłodem, który wpadł na chwilę przez uchylone okno.
Poznajemy sąsiadów wychodząc na spacerki do pobliskiego parku. Iskra nie przepada za tramwajami, ale jest grzeczna i wie już, że nie wolno szczekać w domu. I że popołudniu wrócę do niej z uczelni, że na pewno przyjdę, a wtedy ona uśmiechnięta z paszczą pełną mlecznych zębów wskoczy mi na kolana i opowie, jak bardzo tęskniła i jak się cieszy, że tak po prostu jestem.
.
Dom.
Słowo przylgnęło automatycznie do 20 metrów kwadratowych składających się z korytarzyka, pokoju, mikroskopijnej kuchni i łazienki.
Czuwa nad nami anioł w czerwonej sukience, miś od mamy, powiększone zdjęcie z Paryża w antyramie. Po raz pierwszy od dawna czuję, że znalazłam właściwe miejsce na ziemi. Takie, które pasuje do mnie od samego początku do końca, gdzie można bezpiecznie zatopić się w fotelu pod kocem, tulić Iskrę i wiedzieć, że to ma być właśnie tak.
.
Często bawię się hematytem i srebrnym łańcuszkiem zawieszonym na szyi.
Trzymam w nich zaklęte wspomnienia.

środa, 1 listopada 2006

November rain.

Cmentarz jest jak wyspa migoczących lampek.
Rozpuściłam włosy – ‘Tak ci lepiej?’ – zapytał.
- Cieplej.
Nawet wśród wściekle wiejącego wiatru i lodowych grudek spadających z czarnego nieba.
.
A później grzane piwo z sokiem malinowym i Iskra pod kołdrą.
.
.
.
Szykuje nam się jutro kolejna apokalipsa.