środa, 7 czerwca 2006

‘Czasem bardzo niewiele czasu jest potrzeba, by zburzyć wszystko i wszystko pogrzebać…’

/tu miała być notka, ale rozmawiałam z Cezarym, potem rozmawiałam z Arturem, a później z Damianem, i tu miała być długa notka, ale ja leżę w łóżku z tuszem rozmazanym na policzkach, z twarzą wykrzywioną grymasem bólu i łzami kapiącymi na kołdrę z pękającą od nadmiaru myśli głową, ściśniętym sercem, z żalem za straconą przyjaźnią, z niełatwą miłością, z całym mnóstwem spóźnionych refleksji, świadomością że to wszystko trwało za długo i stało się zbyt szybko, a teraz najlepiej byłoby zniknąć…
- więc będzie tylko pełna beznadziejnego smutku cisza./

poniedziałek, 5 czerwca 2006

Doskonale znika czas.

Odnawiam stare ścieżki. Bywam tam, gdzie nie widzieli mnie wieki. Rozmawiam jak kiedyś. Nie poznaję. Odkrywam na nowo. 
I ciągle się dziwię.
.
Za oknem jeszcze przed chwilą miałam piękne resztki zachodu słońca.
W głośnikach muzyka słuchana w tramwajach późną zimą, kiedy wiatr i mróz wciskały się pod płaszcz, a ja codziennie maszerowałam między blokami do mieszkania Amandy, gdzie zawsze czekał ktoś, krzesło wciśnięte między stół a lodówkę, filiżanka kawy i ciepła kołdra na noc.
Przez ciemność pokoju przebija się zarys kartki z czarnym kotem i zielony anioł.
.
Bolą mnie oczy, boję się śnić.
Dławi coś.
/Znowu-chore-stany-myślowe.

‘Piękna pani z czółenkiem’.

Nie chciałam zepsuć marzeń. Znów powiedziałam coś głupiego bez zastanowienia, zupełnie niepotrzebnie i nie na miejscu, zbędna uwaga. Ciągle próbuję się pilnować, próbuję nie popełniać kolejny raz tych samych błędów. A jednak to wychodzi, stare paskudne przyzwyczajenia.
.
Jak zwykle najlepiej ujęła temat Kasia Nosowska.
‘Wiedz Miły, że jest nas dwie...
Tu na Ziemi mamy wspólny dom.
Jest nim ciało, które pieścisz co noc.
Kiedy szepczesz: "Kocham cię" -
nasłuchuje każda z nas.
Dwie różne istoty - obie to ja.
Z jednej z nas jest dumny Bóg,
druga wciąż zasmuca Go...
Za występki obu zapłacę - ja.
Każda inny widzi cel
każda swoje sumienie ma.
Choć to dziwne ja sumienia mam dwa.
Gdy jedna ośmieli się
ugodzić cię słowem złym,
ja przyklejam plaster z najczulszych słów.
Jedna, w nieśmiałości swej,
rzęsami dotyka stóp,
druga śmiało sięga do twych ust.
Obie mają pewność, że wędrówki nadszedł kres.
Dopełnieniem obu jesteś Ty.
I choć spóźniłeś się na spotkanie - (7 lat),
wdzięczne są, że Jesteś cały i zdrów.
To przecież ja.
To przecież ciągle ja.’
( Hey )


Wiedz miły.
Koty… są dziwne. Lubią mruczeć. Ale mają też pazury.
A ja jestem na dokładkę specyficznym kotem. Traumatycznym. Zeschizowanym. I potrafię ranić, perfekcyjnie wbijając się w najczulsze miejsca. W te najsłabsze. Z premedytacją, której potem żałuję, bo boli i mnie.

Czasami bywam po prostu zła.

niedziela, 4 czerwca 2006

Smutek. I ból głowy.

Trochę zły czas na budowanie związku, wielogodzinne rozmowy na gg to mało. Nie chcę żebyśmy tak łatwo się posypali. Wiem, że żadne z nas nie jest doskonałe, a już z całą pewnością ja wybitnie nie jestem.
Słowo ‘ideał’ to jedno z tych, które już z definicji kłócą się z moją osobą.
Dzisiaj - kolejny moment, w którym on mógł się o tym przekonać.
.
- Przeszłość.
Jak mogłam być taką podłą i zimną suką?
Mogłam, jak widać. A że wszystko zmieniło się z czasem… Zmieniło, całkowicie.
I dziś to inna ja, nie ta sama, która prawie 3 lata temu zaczęła pisać bloga. I niby mamy wiele wspólnego, ta i tamta, a jednak nie jesteśmy jedną.
Proszę, pamiętaj o tym.
.
Przeglądając wiersze, znalazłam:

‘Erotyk dla następcy’

‘Przeprowadź ja przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka
Potem
rozbieraj ja delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.
A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych wielkich rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem
Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry

Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce
I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasze imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią
to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej

Twój cień w jej oczach
to mój cień
jej głos pełen niepokoju
to mój głos
gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj
na każde twoje słowo
zbyt ostre
na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj
I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej’
( Bohdan Urbankowski )

.
Zakręciło się w głowie.
Leżę w łóżku, gadugaduję z Damianem.
Czekam na maila od Tomka.

Niby dobrze, po prostu, a ja jednak...
jakaś taka
smutna. 

sobota, 3 czerwca 2006

Kołysanka.

Nerko!
‘Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto...'
…ma w tobie piasek albo inne świństwo. Na noc prochy, dużo prochów, przeciwbólowe, rozkurczające. Otworzyłam okno, z wielkim wkurwem, postanowiwszy odprężyć się i pomyśleć spokojnie zapominając na chwilę o łupiącym lewym boku w papierosowym dymie i hałasie pędzących pustą ulicą TIRów. Oparłam łokieć o framugę, policzek o dłoń. Papieros, mimo ssącego braku nikotyny w płucach, samym widokiem wywołał obrzydzenie i odkrywczą myśl, że w sumie jeśli zapalę, najpewniej się porzygam. Kolejne chwile na chwiejnych nogach ciągnęły się niewyobrażalnie rozlewając nieprzyjemny chłód potęgowany przez wcale-nie-dołujące kawałki Heya. W namalowanym czarną kredką oku zakręciła się jakaś przypadkowa łza. Łza spłynęła tworząc mokry szlaczek, przyczaiła się na brodzie, po czym nie zwracając uwagi na mknący z góry wiatr stopiła się w jedno z parapetem.
Przymknięte powieki zakołysały słabym i znudzonym ciałem, pod przymkniętymi powiekami wyświetlił się film, zlepek chwil, gestów, drżenie ramion.
Spadam.
Pozorna cisza łączy wczoraj, dzisiaj i jutro, a ja znów nie wiem gdzie ani kim jestem. Prawdę o życiu miał przekazać Pan Biały Królik, który powtarzając tylko uparcie ‘Kuchnia! Ciepła Kuchnia!’ pokicał na drugą stronę szafy nie zwracając uwagi na moje nieprzytomne spojrzenie. Zebrałam galopujące myśli, ach, więc w tym wszystkim chodzi o Kuchnię, w dodatku ciepłą, czyli miłość, o tę jedną herbatę z sokiem w dwóch kubkach!

Wiedziałam, że chcę to rozwiązać, pojąć wreszcie do końca, by nauczyć się nie ranić i nie krzywdzić więcej, by już nigdy nie musieć krzyczeć, kiedy nagle otulił mnie lekki puch, pływałam w obłokach, dookoła iskrzyły sztuczne ognie, mijałam rozsypane gwiazdy. A, i jeszcze koniecznie chciałam trafić do łóżka, nie rozbijając przy tym głowy o krawędź twojego snu.
Zamknij drzwi, wyłącz światło.
Głaszcz moją bolącą nerkę i szeptaj do ucha.
Będę cię kochać, dzielić się marzeniami, liczyć wspólne kroki, wyplatając historie smutku i radości.

Gdzieś tam daleko muzyka.
Gdzieś tu blisko - melodia splecionych oddechów i szelest wspólnej kołdry...
Zupełnie senne słowa.

Niespokój.

Nat, obudziłaś wspomnienia.
‘Szaleńczy pocałunek na środku pustego 104.’ Też kradliśmy kiedyś fragmenty przestrzeni publicznej, i był balkon i korytarz na drugim piętrze. I wypędzanie przez Magdę, Lucynkę, pana Henryka.

…i na trzecim, i na pierwszym.
I zapach, ten zapach.
I ogień.
.
Zasupłana.
Chwytam oddech.
Boleśnie.

czwartek, 1 czerwca 2006

To był taki oryginalny prezent na dzień dziecka.

Trzy lata temu pierwszy czerwca był upalną niedzielą.
Doskonale pamiętam niespodziewaną propozycję Gośki i Grześka, wyjazd na festyn do sąsiedniej miejscowości  i spotkanie z Januszem, wszystko na wariackich papierach.
Doskonale pamiętam jego koszulkę, uśmiech, moją niebieską koronkową bluzeczkę, położone gdziekolwiek dwie pary okularów. Doskonale pamiętam, jak kochaliśmy się, oboje pierwszy raz, nie zwracając uwagi na to, że w każdej chwili ktoś może pojawić się tuż obok.
Pierwszy seks.
To wydaje się być odległe, a jednocześnie bliskie, miałam wtedy szesnaście lat. Ulotność chwili uwieczniona na zdjęciach z czekania na dworcu i przytulenia tuż przed pożegnaniem, zdjęcia do których dziś nie mam odwagi zaglądać, podobnie jak do pudełka na szafie pełnego rysunków, z ukrytym głęboko malutkim pluszowym misiem i zasuszoną czerwoną różą.
Od tamtego pierwszego czerwca… tyle miłości, westchnień i szeptów.

A ja ciągle jestem bezwstydna.
I naga lubię być.
.
Dotknijdotknijdotknij.
Dotknij mnie.
Zawsze.
Dziś.