piątek, 22 sierpnia 2003

Z rozmyślań Jasinkowych.

5letni Jaś siedzi obok i zaglądając w monitor opiera się na moim ramieniu. Mały śpi dziś u mnie, rodzice pojechali na całą noc po towar, Karolinkę podrzucili do chrzestnej, Aneta została nad zalewem. Rozmawiamy więc we dwoje, pijemy soczek i jemy herbatniki.

ja: Jasinku, chciałbyś mieć braciszka albo siostrzyczkę?
Jaś: Psecies mam juz was!
ja: No, ale może... Może mamusia przywiezie nam pod choinkę dzidziusia?
Jaś: Nooo... Dobla, to blaciska bym chciał. Ale siostle to nieee... Bo i tak same baby w domu i ja z tatą jestesmy w mniejsości narodowej! A w ogóle to wyjdź juz z intelnetu, bo mama bedzie ksyceć i włąc mi w końcu Epoke lodowcową!


Ha. No tak. Przychylam się do życzeń pana Jana.

czwartek, 21 sierpnia 2003

Czy ‘ono’ to chłopiec?

Mama była u ginekologa. 
W skrócie: ’21. tydzień, ciąża i rozwój płodu prawidłowy. Namawiam na wzięcie zwolnienia, w przeciwnym wypadku chodzi pani na własną odpowiedzialność.’

‘Ono’ wygląda jak miniaturowy człowieczek, teoretycznie ma ok. 18 cm i waży jakieś 300 gram. Jego twarz jest już ‘ludzka’. Słyszy i rozpoznaje maminy głos. Można określić jego płeć. Szymku, jesteś Szymonem czy Magdą? Mama chyba nie chciała się tego dowiedzieć, bo my trzy miałyśmy być na 100% chłopcami, a zrobiłyśmy rodzicom niespodzianki.

Wczoraj się do niej przytuliłam. Dotknęłam jej brzucha. Oswajam się. Powoli. ‘Ono’ się w środku wierci. Kopie. Nie poczułam, ale... Szymek, Szymek. Jak będziesz mamę męczył, to żebyś wiedział, zleję ci tyłek, smarkaczu.
Czy to możliwe, że pomimo tego całego ogromnego oceanu obaw i strachu... zaczynam Cię kochać?

wtorek, 19 sierpnia 2003

‘Mamo, nie dźwigaj, Szymka uszkodzisz!’

Wczoraj byłam z rodzicami w Łodzi, po towar do sklepu. Mama podniosła pudło na hurtowni, a ja krzyknęłam:
’Mamo, nie dźwigaj, Szymka uszkodzisz!!’
Szymek... właściwie nie wiem, czemu powiedziałam akurat to imię... Szymek? Chcę, żeby to był chłopiec. Brata zaakceptuje, chyba. Nie zaakceptuje natomiast kolejnej siostry, tym bardziej, że mama pewnie nazwie ją ‘Magda’, a ja mam malutka awersję do tego imienia. Cóż. Zawsze chciałam mieć jakiegoś Szymona.

Moja rodzina twierdzi, ze jestem snobką. Że nosa zadzieram. I uważam się za kogoś lepszego. Mówią, ze skoro czytam, ze skoro lubię czytać, jestem kujonem. Nie rozumieją, dlaczego tak uparłam się na LO w Łodzi. Patrzą na mnie jak na przybysza z obcej planety. A ja nie chcę. Nie chce takiego życia. Nie chce spać po 4 – 5 godzin na dobę, nie chcę pracować w sklepie, nie chcę przez całe życie pracować i wysłuchiwać wiecznych utyskiwań ludzi, nie chce się denerwować bez przerwy, nie chcę, nie chcę, nie chcę. Nie podoba mi się takie życie. Wieczny bieg. Wieczny brak czasu na cokolwiek. Nie chce żyć jak moi rodzice. Generalnie nie brakuje nam pieniędzy. Mogę sobie pozwolić na wiele rzeczy. Mogę. Tylko na rodziców nie bardzo. Chcę czegoś lepszego. Bo oni nie maja czasu. Bo zawsze są strasznie zmęczeni. Bo przez 16 lat, nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek gdzieś wyjechali razem na wakacje. Bo moja mama nie umie ze mną rozmawiać. Bo mój tata w każdej wolnej chwili wyrywa się na ryby. Bo woli towarzystwo kolegów. Bo czasami woli wódkę. Bo jestem im wdzięczna, za wszystko co dla mnie robią, ale mam do nich żal. Bo czasami wołałabym sobie czegoś odmówić, żeby tylko mieli dla mnie więcej czasu. Bo duża ilość rodzeństwa zmusza do ciągłej walki o ich zainteresowanie. Bo jestem zazdrosna. Bo jestem najstarsza. Bo jestem już duża. Bo jestem jeszcze mała. Bo też chcę trochę uwagi. Bo czasami krzyczę. I płaczę, bo i tak nie słyszą. Bo zostawili mnie jak miałam 2 lata i wyjechali pracować do Niemiec. Bo jak wrócili po dwóch latach, to zaraz urodziła się pierwsza siostra. Bo odstawili mnie na boczny tor. Bo zapatrzeni w niemowlaka pozwolili mi zniknąć za parawanem z książek. Bo nie chodzili na moje wywiadówki. Bo zawsze byli pewni, że sobie świetnie radzę. Bo wiele razy coś było ważniejsze niż ja. Bo nie było ich przy mnie w kilku ważnych chwilach. Bo uważali, że wychowywanie polega na strofowaniu z byle powodu i bez powodu. Bo nie podobają im się moi znajomi. Bo mówią, że jestem egoistką. Bo oceniają mnie po pozorach. Bo czasami udaję. Bo gram. Bo wolę, żeby mieli mnie za taką. Bo nie lubię siedzieć w sklepie. Bo lubię mieć swoje zdanie. Bo nie lubię ulegać. Bo uparłam się na Łódź. Bo nie chcieli mi pozwolić. Bo gadają różne rzeczy na Kamila. Bo nie zgadzam się z tym co o nim mówią. Bo w końcu po wielu ciężkich bitwach pozwolili na ‘Kopernika’. Bo teraz są dumni, ze się dostałam. Bo wymagają, żebym była najlepsza. Bo ostatnio częściej mówią o rozwodzie. Bo nie zaakceptowaliby Janusza. Bo czasami nie umiem sobie poradzić. A oni tego nie widzą. Bo zawsze są zajęci. Bo dzisiaj wybierają się na kilka dni nad zalew, wszyscy. A ja chyba zostanę z babcią w domu. Bo żal się ze mnie wylewa.
Nie chcę takiego życia. Nie chcę powielać schematu.
Źle, że chcę czegoś innego? Lepszego?

sobota, 16 sierpnia 2003

'Wszystko nam się śni, ja tobie a ty mi, la la la...’

‘Boję się kiedy moje oko mruga. Boję się, że w każdej sekundzie, w której moje spojrzenie gaśnie, na twoje miejsce wślizgnie się wąż, szczur, inny mężczyzna.’
( ‘Tożsamość’ Milan Kundera )

Sny. Coraz dziwniejsze ostatnio. Moje i jego.
Janusz: 'w tym śnie byłem bezsilny, ślepy i oszalały, obraz mi się zatrzymał w jednym miejscu i cały czas widziałem to samo, tylko przez zamknięte oczy widziałem zarys tego co widzę naprawdę, nie mogłem nic zrobić, a ciebie całował jakiś koleś!’
I po co ja mu mówiłam, że byłabym zdolna do zdrady? Mogłam sobie darować. Bezsilność czuję. Kiedy mówi o takich snach. Nie mogę nic zrobić. Najwyżej powtarzać – kocham Cię, przytulam, całuję. Bo cóż innego mi pozostaje, przez telefon. Ostatnio widzieliśmy się 22 lipca. Ledwie kilka godzin w biegu i stresie. Ludzie gapiący się na nas, trzymających się za ręce, całujących się na przystanku, w tramwaju, na ulicy. Nie mieliśmy chwili spokoju. Ukradkowe przesuwanie dłońmi po udach. Muśnięcia warg. Podciąganie sukienki. Mocne przytulenie. Zawrót głowy. I deszcz. Zmoknęliśmy. Zrobiło się zimno. Objął mnie. Schowałam się w nim, chociaż jestem od niego wyższa. Czułam się jak malutka dziewczynka.

Przez kilka ostatnich nocy śniło mi się ‘ono’. ‘Ono’ w moich snach zawsze jest chłopcem. Czasami niemowlakiem, innym razem półrocznym dzieciaczkiem. ‘Ono’ jest śliczne. Ma wesołą buzie. Uśmiecha się. Gaworzy. Chce zwrócić na siebie uwagę. I tak jest. Wszyscy zachwycają się ‘ono’. Stoję z boku. Przyglądam się i myślę. No tak. teraz mogę zniknąć. I nikt nie zwróci na to uwagi. Nikt nie zauważy. Jestem niepotrzebna. Jak stary mebel. Nie pasuje do nowego wystroju. Tak samo czułam się, kiedy na świat przyszła Aneta. Karolina. Jaś. A teraz będzie ‘ono’. Chociaż tak naprawdę nikt go w tej chwili nie chce.

Nie myśleć. Nie myśleć. Nie zastanawiać się. Akceptować. Niech będzie. Niech będzie dobrze. Ja z Januszem w Łodzi. ‘Ono’ w domu. Cholera, dlaczego sama myśl o tym dziecku mnie boli?!

piątek, 15 sierpnia 2003

‘Coś się kończy, coś się zaczyna...’

...jak zwykli mawiać bohaterowie mistrza Sapkowskiego.

Szymon podjął za mnie decyzję. Jestem mu wdzięczna? Sama nie potrafiłabym lepiej tego zakończyć.

Szymon (14-08-2003 22:15)
to będzie nasza ostatnia rozmowa


Dlaczego? ‘Bo tak będzie lepiej’. Dla mnie? Janusza? Szymona? Być może.

Szymon (14-08-2003 22:36)
zawsze to na facetów się zwala winę, ale Ty jesteś jaskrawym przykładem że kobiety też są podłe


No ba. Rzecz oczywista. Podła wredna i w ogóle zgnilizna moralna do szpiku kości.

Niemniej. Szkoda mi. Siebie? Znajomości? Szymona? – wszystkiego po trochu.
Na co liczyłam, trwając w zauroczeniu? Że swoim ‘uczuciem’ zmienię go? Zmienię, bez możliwości zobaczenia się? Spotkania? Naiwna byłam.

'Kto robi z kogoś boga,
niech się nie zdziwi, gdy spostrzeże,
że miał do czynienia tylko z człowiekiem’
( Michel Quoist )


Ta przyjaźń (?) nauczyła mnie wielu rzeczy. Ale chyba przede wszystkim tego:

‘Ideał to, jak wiadomo, coś takiego, czego nigdy nie da się znaleźć.’
( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )


Będę tęsknić.

środa, 13 sierpnia 2003

Notka z serii ‘my love’

Tak, niektórzy takowych nie trawią, bo na blogach jest ich zatrzęsienie. Wiem. Nie będę pisać, ze mam doła. Bo w zasadzie nie mam. Tylko prawie całonocna rozmowa z Januszem uświadomiła mi kilka rzeczy. Chce je zapisać, żeby móc sobie później przypomnieć, co czułam i co w związku z tymi uczuciami postanowiłam. Zaczęło się jak zwykle. Czyli delikatnie olałam go, rozmawiając na GG z wszystkimi, podczas gdy odpowiedzi w jego kierunku płynęły ze średnią częstotliwością pół słowa na minutę. W necie przesiedziałam do mniej więcej 23.30. Poszłam do łóżka. Zadzwonił. Z miejsca wyczułam agresję. Wie, ze nie lubię kiedy w tle rozmowy ryczy metal. Moje ’wyłącz, nie lubię, nie podoba mi się’ skwitował krótkim ‘to się rozłącz’. Postąpiłam zgodnie z instrukcją i przez kilka minut olewałam jego x-krotne dzwonienie. Ostatecznie zaczęło mnie to wkurzać. Przywitałam go warczącym głosem. Za to on był całkiem spokojny i chyba pokojowo nastawiony. Zaatakowałam. A on. On. Mój zawsze uległy, ustępujący mi, poświęcający swoje zdanie na pastwę losu Janusz... powiedział, ze zaczyna mieć serdecznie dosyć. Moich humorów. Nieuzasadnionych pretensji. Żądań. Wymagań. A najbardziej tego, ze wymagam od niego, a sama nie przestrzegam żadnych zasad. I o byle co zaczynam pluć jadem. O byle co wystawiam te swoje cholerne kolce. Którymi tak cholernie dobrze potrafię ranić. Powiedział, ze zaczyna mieć dosyć. Życia w ciągłym oczekiwaniu na mój atak. Ciągłych obaw i strachu. Co tym razem wymyślę, co tym razem zrobię. Takie wieczne

’przeprowadźmy mały sprawdzian
wytrzymałości duszy na ból
pozwól mi się przekonać
jak wiele cierpienia potrafisz znieść’
( ‘Eksperyment’ Hey )


Wyznawałam tę właśnie zasadę. Wydawało mi się, ze on będzie wiedział, że

‘nawet w chwilach tak okrutnych pamiętaj ze nic się nie zmienia
że kiedy upokarzam cię robię to by bardziej cię kochać
nie ufaj ludziom którzy ciągle głaskają cię ściągają czapki
oni nie dadzą ci tego co mogę dać ci tylko ja’
( ‘Eksperyment’ Hey )


Wiedział. Wiedział, bo przecież często to powtarzałam. Usprawiedliwiałam się słowami ‘nigdy nie mówiłam, że bycie ze mną jest łatwe!’ i wydawało mi się, że to wystarczy. Bo przecież ostrzegałam. Że np. z wiernością może u mnie rożnie bywać. Chociaż doskonale wiem, ze zdrada jest rzeczą, której nie potrafiłby wybaczyć. A jego właśnie ta moja pewność, ze wolno mi robić wszystko, bo on ‘i tak wybaczy’ tak denerwuje. I moje kolce. Prosił, żebym się ich pozbyła. A ja, nieuleczalna idiotka, powtarzałam jak katarynka, ze te kolce są częścią mnie i nie mogę, bo nie chcę ich stracić, bo bez nich nie będę sobą. Decydując się na Łódź, postawił wszystko na jedna kartę. Na mnie. Teraz boi się, ze przegra. Powiedział, ze ja nigdy nie przegrywam. A on czasami tak. I ze kiedyś odejdzie. Jeśli się nie zmienię. Nie chciałam ryczeć. Jakoś samo się. Myśl, że mogłoby go nie być. Że mógłby pokochać inną. Świadomość, ze nasze bycie razem jest dziełem przypadku. bo w sumie przypadek sprawił, ze przypadkiem trafiliśmy na forum i przypadkiem miałam spieprzonego avka, a on przypadkiem zaproponował pomoc, przypadkiem mój Outlook się zepsuł i zawalił mu skrzynkę jednym mailem, wiec przypadkiem zaczęliśmy gadać na privie, przypadkiem przypadek przypadkiem. Przypadkiem go kocham. Tak samo jak przypadkiem Tomasz spotkał Teresę, Kaśka spotkała Janusza. A równie dobrze przypadkiem podobna lub zupełnie inna sytuacja mogłaby przypadkiem sprawić, że przypadkiem on mógłby być z inną.

‘Sądzimy, że nasza miłość jest tym, co musiało się zdarzyć, że bez niej nasze życie nie byłoby naszym życiem. Mamy wrażenie, że sam zachmurzony Beethoven ze swoja ogromna grzywa wygrywa naszej wielkiej miłości swoje es muss sein!’
( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )


A to wszystko przypadek. I tak łatwo mogę go stracić.

Nie słucham. Ma pretensje, ze zupełnie nie liczę się z jego uczuciami. Że mówię ‘ja chce!’ zamiast ‘proszę Cię’.

‘Możliwe, ze nie jesteśmy w stanie kochać właśnie dlatego, że domagamy się czegoś od tego drugiego ( miłości ), zamiast podchodzić do niego bez żadnych wymagań i pragnąć wyłącznie jego obecności.’
( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )


Pragnę jego obecności. Zmienię się. Przepraszam.

wtorek, 12 sierpnia 2003

Muzyka zwierciadłem duszy?

‘Sabina mówi: - Błędne koło. Ludzie głuchną, ponieważ coraz głośniej puszczają sobie muzykę. Ale ponieważ głuchną, nie pozostaje im nic innego jak puszczać ją jeszcze głośniej.’ ( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )

Co racja to racja. U mnie króluje dziś Nosowska ze swoim Sushi.

‘Żadnych łez. Żadnej żałoby. Wszystkich chcę widzieć w czerwieni.’

Tak w ogóle - ’najlepiej było wtedy kiedy kogoś miałam w sobie gdy pachniało deszczem i marzyłam wieczorem gdy karmiłam gołębie chlebem z karbidem słuchałam muzyki upijałam się winem’

To lubię. Czerwone wino. Deszcz. Książka. Łóżko. Facet. Niekoniecznie wszystko na raz.

Aha. I uważajcie. 'Mars napada'.

...a 'Katarzyna ma katar'. Głowa boli. Dlatego też znikam. Do łóżka. 'Cisza ja i czas'...