Słońce świeci na mnie ostatnimi promieniami dzisiejszego dnia przez liście
stojących na parapecie kwiatów.
Na ścianie mój cień stuka w klawiaturę
przykurzonego laptopa. Kiedy sprzątałam pokój, o dach zadudniły wielkie krople
deszczu.
Nie było tęczy.
.
- Pats! – wyszeptała zaaferowana Ewunia.
- Ojej, jakie masz ładne piórko… - odpowiedziała najstarsza i najmniej
rozgarnięta z jej sióstr.
- …to nie jest piólko! Nie widzis? To motylek. – wyjaśniła z anielską
cierpliwością, rozchylając powoli umazane czekoladą łapki i spoglądając na
ukrytego między nimi piórkowego motylka, który ewidentnie był motylkiem, a nie
żadnym głupim piórkiem, które wyślizgnęło się z podgryzionej przez Arsena
poduszki.
Jak mogłam tego nie zauważyć?
…wiem. To wszystko przez to, że Figa zjadła kredkę. Czerwoną. A potem
niebieską.
.
‘Wyszedłbym z Tobą na spacer…’ napisał, a ja pomyślałam, że cudnie by
było pójść teraz w czyste powietrze, na łąki, w stronę fioletowo-pomarańczowego
zachodu słońca, bezczelnie ignorując spojrzenia rzucane przez mieszkańców
małomiasteczkowego zaścianka.
‘Głupio robisz, k., bo pozwalasz Arturowi na to żeby cię miał, a
jednocześnie był sam, czyli zjadł ciasteczko i nadal…’
… je miał.
.
Głupio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz