sobota, 5 sierpnia 2006

Blogoterapia.

Dzień dobry.
Mam na imię kasia. Lat dziewiętnaście z hakiem.
I jestem popaprańcem emocjonalnym.
.
Dziękuję za uwagę.
/'wszystko już o niej wie tani stróż anioł'

środa, 2 sierpnia 2006

Ostania noc, łapiąc chwilę.

‘Tak bardzo bardzo kocham cię,
Tak bardzo potrzebuję cię…’
( Kult )

…wyśpiewane szeptem w oknie wśród wiatru bezgwiezdnej nocy, słodki szelest kołdry, ten zapach.
.
‘Zawsze ci mówiłem, że Artur nie wiedział co ma…’
/co miał.
.
Dominik jutro wyjeżdża.

niedziela, 30 lipca 2006

Huragan Dominik.

Ta notka miała mieć zupełnie inny tytuł, miała milion tytułów, zanim jeszcze przebrałam się w piżamę i zaczęłam bębnić palcami w klawiaturę.
Ta notka tworzyła się przez te wszystkie dni podczas których nie pisałam.
Kiedy przyjechał do mnie, kiedy ja byłam u niego, kiedy blog obchodził 3 urodziny, kiedy huragan huragan huragan, a ja nie pisałam.
Huragan, z którym mam uśmiechnięte zdjęcie na tapecie komputera.
Huragan, który leży teraz tuż obok na łóżku, który bawi się moimi włosami i śmieje się mówiąc ‘Katarzyna ma katar’, a Katarzyna pociąga nosem, bębniąc palcami w klawiaturę.
.
poniedziałek, 2004-08-09 01:26
‘...no też o to mi chodzi. Bądź z Arturem. Wiem, że przez najbliższe lata nie będziemy razem, ale ja będę czekał na ten moment i chce być w tym czasie twoim najlepszym przyjacielem. Kocham Cię i nie przestanę, a jak już będziemy blisko siebie za te dwa lata, będę się o ciebie starał aż mnie znowu pokochasz!’
Dominik


Ten sam huragan, który był dokładnie dwa lata temu, który dwa lata temu napisał tego smsa. Ten sam, który przed chwilą pocałował zakatarzony garbaty nos Katarzyny, Katarzyny która znowu czuje się zagubiona gdzieś tam, między Nim a Nim, między sobą samą.
Siebie samej nie potrafiąca odnaleźć.
Bo huragan jest uwielbiany przez całą rodzinę, huragan jest uwielbiany przez Katarzynę.
A przecież miały być za kila dni Bieszczady z Damianem.
Ale przewróciło się, zakotłowało, wzburzyło krew i odebrało rozum.
Bo głupie serce.
.
Znamy się już niemal 10 lat, huraganie, spotykamy przypadkami i mijamy konsekwentnie, a teraz słyszę że chciałbyś być ze mną bardzo bardzo długo, nie rok i nie kilka miesięcy jak przepowiadam ja, ale bardzo bardzo długo, bo to już tak u ciebie od dwóch lat, chociaż tak bardzo nie jestem, i bo wiesz, że nienawidzę słowa ‘zawsze’.
.

Dlatego nagle rzuciłam w kąt ciepłą kuchnię, sadowiąc się wygodnie w pokoju w waszym poznańskim mieszkaniu, uciekając już od Łodzi, rzucając wszystko, niszcząc całą przeszłość, przy tobie chcę, chociaż nie wiem jakim cudem mogłabym teraz dopiero próbować dostać się na UAM, kiedy wiem już, że przyjęli mnie na UŁ. Wyśniona i absurdalna romanistyka.
.
Poprzewracało się a jednak płaczę podczas rozmowy z Damianem.
/na niebie nie widać ani jednej gwiazdy.
.

‘Kocham cię, k.’, powiedział uśmiechnięty huragan, wpatrzony w kosmyk moich podciętych dzisiaj włosów. ‘Kocham cię, k.’, powiedział uśmiechnięty huragan wpatrzony w płatki uszu, z których przed chwilą wyjęłam ukochane hematytowe kolczyki, te same, które miałam nosić szukając Artura podczas spacerów z Iskrą.
.
Huragan masuje mi stopy podziwiając moje małe paznokcie.
Powoli odpływam.
/więc jak to wszystko...?

wtorek, 18 lipca 2006

Eyes like an open book.

Tylko patrz.
I czytaj.

Będziesz wiedział wszystko.
.
.
.
Damian, Damian, Damian.
Zezłościł mnie rano, dzwoniąc, żebyśmy spotkali się dziś, nie jutro, bo jutro nie będzie jak. Zezłościł, bo musiałam zmienić plany, szykować się w dzikim pędzie i biec na przystanek bez perfum, o których zapomniałam, a autobus i tak się spóźnił.
Czekał w parku przy Fabrycznym, z bukietem czerwonych róż. W niebiesko-granatowej koszuli, obłędnie pachnący Pumą. I to spojrzenie spod idealnych brwi, i ten uśmiech.
Dreszcz przebiegł przez całe ciało. I już wcale nie byłam zła.
/ach, więc to tak wygląda randka! - mimo braku lekkiej dziewczęcej sukienki.
Odebrałam wyniki DELFa, pojechaliśmy ze szczurami do lecznicy, w której mają urlop, a później dziko głodni wybraliśmy się na pizzę.
Zdjęłam pod stolikiem sandały, stopa powędrowała sobie gdzieś-tam.
/jesteśmy oboje tacy grzeczni! – a co widziała i słyszała męska toaleta wiemy tylko my i jej ładne beżowe kafelki.
Siedzieliśmy w parku na Pietrynie, przed Siódemkami, w tym samym miejscu pod drzewem, na murku, tam gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę przed Nocą Muzeów na którą miałam pójść wtedy z Amandą i Marcinem, a zamiast tego pojechaliśmy do akademika robić sałatkę z kurczaka i winogron, a później oglądaliśmy film, kochaliśmy się pierwszy i drugi raz, kiedy nastąpiła miedzy nami niekontrolowana i zupełnie szalona chemiczna eksplozja, pamiętam doskonale, jak chciałam żeby nie przestawał mocno tulić.
Więc siedzieliśmy tak, w tym samym, gdzie w maju po moim ustnym francuskim paliliśmy papierosy i jedliśmy lody truskawkowe, a ja już na przystanku 78 dostałam od niego konwalie.

Teraz – przylepieni, mój nos-twój nos, oko-usta, powieka-język, język-ucho-szyja.
.
Słowa to za mało by opisać chociażby chwilę, w której chciałeś wziąć sobie trochę moich piegów.

sobota, 15 lipca 2006

Dwie i pół godziny z Damianem.


Jego oczy łączące się w jedno z niebem, kiedy oddychałam coraz szybciej a koniki polne wplatały się w moje włosy.

piątek, 14 lipca 2006

Sprzątając,

pozbyłam się dywanu.
Jego miękkość burzyła do reszty ten pozorny spokój.

czwartek, 13 lipca 2006

Dawne ścieżki.

Brnęliśmy w pola. Zaczęło grzmieć. Deszczu - nie było. Tygrys grzecznie szedł na smyczy, co jakiś czas wąchając ślady pozostawione przez inne psy.

Późnym wieczorem spotkaliśmy się z Łukaszem. Siedzieliśmy na Mierzinie pijąc zielonego Lecha z dwóch puszek, wspominając coraz bardziej odległe gimnazjalne czasy. Rozmawiając o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
‘Wiesz k., wcale nie chciałbym być na twoim miejscu…’
Ja też – czasami wcale nie chcę.

Księżyc mimo wszystko świecił pięknie. Czerwono.
I tylko na chwilę schował się za chmurami, a ja wcale nie czułam się smutna.