wtorek, 28 marca 2006

Smutek codziennie noszę pod złudnym płaszczykiem obojętności.

Robię tysiące planów, wymyślam setki wersji, a wszystko po to, żeby nie spoglądać co chwilę na niewzruszony telefon, po to by powoli przyzwyczajać się, że jego nie ma, że nie będzie. 
.
‘codziennie
sekuję moje ciało
wszystkie wnętrzności
wyjmuję i oglądam
oddzielnie układam
pragnienie
tęsknotę
ból
doskonale apolityczna
aspołeczna
siedzę w kucki
nad stosem mięsa
segreguję
jak rzeźnik w jatce
pragnienie
tęsknotę
ból’
( H. Poświatowska )

.
Kicham. Chrypię, pokasłuję. Zwijam się w kłębek pod kołdrą i kocem, a nadal zimno. Dreszcze biegną po plecach w rytmie spadającego na dach deszczu. Wyłączyłam muzykę, żeby lepiej słyszeć. Pozornie jednostajny szum z którego wyławiam pojedyncze kap kap kap, od czasu do czasu kompozycję przecina jadący po ulicy samochód, warkot silnika i rozbryzgane strugi wody z kałuż wdzierają się niepotrzebnie, burzą monotonne tykanie zegara, stan podgorączkowy.
Drżę. Pęka mi głowa. Mam ochotę zapalić papierosa, porozmawiać z Magdą, z Natalią.
Porozmawiać o tym, że nie chcę znów mówić.
On milczy. Ja milczę. Milczymy.
Przecież.
- Przecież nie ma nas.

poniedziałek, 27 marca 2006

Upadłe anioły i jasny blond, znaczy – będę żyć.

W planach była półgodzinna nauka rekolekcyjna dla młodzieży. W efekcie wyszło trzy razy tyle na górce i przystanku z niejakim Przemysławem G., w pewnych kręgach bardziej znanym jako Grzybek. Wieki się nie widzieliśmy, a konkretnie – od Bożego Narodzenia, kiedy to podczas przypadkowego spotkania na dzień dobry wypaliłam mu, że jest głupi i że wcale go już nie lubię. Grzybek spuścił oczy i powiedział wtedy ‘wiem’, po czym oddalił się w bliżej niezidentyfikowanym kierunku, a najpewniej w którąś z bram, w celu wypalenia z kolegami szluga, a ja z Arturem poszliśmy w swoją, zupełnie przeciwną stronę. 
Byłam na niego wściekła, że tak zwyczajnie i chamsko mnie olał, kiedy go potrzebowałam, odprzedszkolny przyjaciel od siedmiu boleści. Ale dzisiaj, perspektywa smętnego siedzenia i myślenia o tym o czym zdecydowanie myśleć nie powinnam w kościelnej ławce, jakoś mnie przeraziła i ostatecznie wolałam włóczyć się i gadać, nadrabiając ostatnie naście miesięcy zdawkowych pozdrowień.
‘I powinnaś mu pokazać, niech wie co stracił!’ - niech wie. A pewno. Łatwo powiedzieć - i tu nieprzypadkowo wyciągnęłam Martę, po której on sam leczył się długo, długo, o wiele dłużej niż można by się tego spodziewać po Grzybku.
.
To półtoragodzinne spotkanie z pajacem w spodniach z krokiem między kolanami, luźnej bluzie i czapeczce z metką jednej z hiphopowych firm zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na mój stan psychiczny.
Co więcej, ze zdumieniem odkryłam, że trochę mu się w głowie poukładało od czasu naszej ostatniej poważnej rozmowy. 'Ż. to taka dziura, tu nie ma żadnej przyszłości, o, widzisz, taka twoja bursa na wolnym powietrzu… już mam dosyć, chcę stąd wyjechać, na studia, wyjść na ludzi, zacząć oddychać z dala od tego miejsca…’
…oj, Grzybie, a o czym ja mówiłam 3 lata temu, kiedy kończyliśmy to poronione gimnazjum i kiedy usiłowałam wyciągnąć cię z podwórkowego bagienka? Ale nie, wtedy było, że ‘tutaj są ludzie!’ - jacy ludzie? Ci sami na których teraz nie możesz patrzeć.
I oczywiście, że miałam rację.
.
.
.
Obserwując wczoraj żonę wujka, czyli jedną z licznych i wspaniałych ciotek (nie dam się wrobić w wakacyjne dawanie korepetycji z francuskiego jej ćwierćinteligentnemu synowi, o nie, nie dam, mowy nie ma!), doszłam do wniosku, że Boska ma do niej łudząco podobną twarz, jeśli nie liczyć tych dziestu lat różnicy wieku.
Mój rodzony tata o ciotce D. w zależności od kontekstu mówi bardzo obrazowo - ‘ta podła-wredna-głupia suka’. Wysuwam więc ogólny wniosek oparty na życiowym doświadczeniu – farbowane blondynki o imieniu Dominika są moim wrogiem.
.
Znajoma fryzjerka robi mamie ekstrawaganckie pasemka, babcia lamentuje wieszcząc spodziewane reakcje nieobecnego aktualnie taty (tata się wczasuje, w sanatorium, śle smsy z prośbą, żeby go smsami nie wkurzać, bo on nie umie odpisywać), ja rzucam coś o planach zmiany imidżu i farbnięcia się na jasny blond, na co mama kategorycznie stwierdza, że żadnych cudów przed maturą, a ja, że to konieczne, konieczne bo tylko wtedy będę Boska, i to konieczne, konieczne, a babunia z rozpaczą, że nie powinnam się wygłupiać, zapada konsternacja, jedynie mama patrząc na mnie wybucha śmiechem i wycierając wierzchem dłoni ubawioną łzę mówi
‘mamo ona żartuje, jak dobrze… córko, będziesz żyć!’

niedziela, 26 marca 2006

Deszcz, jakby po dachu biegały ptaki.

‘Hej, nie wiem czemu, ale pomyślałem, że coś nie tak u ciebie...’ - smsnął późnym wieczorem Chmiel. A godzinę wcześniej Kamil pytał, co robiłam koło 15, bo widział mnie w półśnie i zastanawiał się, czy wszystko w porządku. Widział mnie w czarnych dżinsach i swetrze, czyli dokładnie tak, jak byłam ubrana kiedy siedziałam przy stoliku, leżałam z książką i kręciłam się jak nieprzytomna ćma po całym domu. 
Wypłakałam oczy, ale myśli zostały.
Zadzwoniłam do Niego, żeby powiedzieć dobranoc, i że deszcz u mnie pada, wymieniliśmy się słowami podziwu dla Natalii – Laureatki, a później odezwała się cisza.
.

Ciągle naiwnie śnię, że zasypiam w nim kiedy deszcz gra kołysankę na dachu, a my w pokoju na poddaszu, w moim łóżku, które przestało być tylko moje podczas jednej z tamtych nocy razem z jego słowami, głosem, dotykiem i rzucającym cienie na ścianie chwiejnym płomykiem czerwonej świeczki.
.
- ‘Ty zawsze wydajesz mi się taka dorosła, o wiele bardziej, niż inni’.
Chmiel obiecuje szeptać zaklęcia za moje suche rzęsy i szczęście.
.
Artur nagle tej niby ‘dorosłości’ się przestraszył, i niby że on jest jeszcze ciągle ‘dziecinny’. Szkoda, że nie powiedział tego dwa lata temu, kiedy wybrałam właśnie jego, bo wydawał mi się poważniejszy niż wszyscy –     i był taki. Co takiego się stało, że nagle czuje się mniej dojrzały niż rok, dwa lata temu?
.
Może jestem starą duszą. A może chodzi o to, że
‘Ty i ja, ofiary
przedwcześnie odciętej pępowiny…’
( ‘O nas’ Nosowska )


/chcę dziś milczeć.

sobota, 25 marca 2006

Nataliowa olimpiada, telefony i rzekome urojenia.

k.: Mamo, trzymamy kciuki za Natalkę, przeszła pisemny i ma dziś ustny!
Mama: To super, trzymamy… k., płakałaś?
k.: Niee, a skąd… Artur zadzwonił, rozmawialiśmy kilka minut o tej pracy z polskiego.
Mama: No mówię, płakałaś.
.
Ale nikt nie słyszał. Bo ja gardło mam przeziębione. Dlatego łamiący się głos można było wcisnąć pod przykrywkę bolącego gardła. I udając, że nie mam mokrych oczu, rozmawiać spokojnie o lekturach i motywach literackich.
.
k.: Artur, i czy ta dziewczyna z twojej klasy z którą ostatnio cały czas siedzisz na przerwach, to jest ta taka świetna z matmy, która też chodzi na kurs…?
A.: Ale która…?
k.: No ta, nie wiem jak ona ma na imię… śniłeś mi się z nią ostatnio.
A.: Kasia… proszę, nie wymyślaj…
.
No ciekawe, cie-ka-we…
Nie wymyślam.
Wolałabym nie śnić.
.
I chciałam się z nim podzielić manadarynką, ale przypomniało mi się, że to kolejny sms, na którego nikt nie czeka.
To już ponad miesiąc, powinno zacząć mijać?
- Nie mija.

piątek, 24 marca 2006

Kiedyś zobaczysz…

‘Skończyło się
miało wiecznie trwać
skończyło się

już nie ma cię
ach jaka szkoda nas
już nie ma mnie…’
( ‘Odezwij się’ E. Stachura )

.
W Winampie wskoczyło nagle SDM, które zrzuciłam na dysk z płyt Damiana kiedy siedzieliśmy wczoraj w bursie przy portierni, a Artur z Rolandem wracali właśnie ze szkoły. Więc rozłożyłam się dziś na swoim domowym łóżku, z plakatem z ‘Mistrza i Małgorzaty’ i wielkimi puzzlami ( ułożonymi razem z Nim ) na ścianie po prawej stronie a plakatem Kultu i moim rysunkiem ‘Dziewczynki z dzbankiem’ i półkami z książkami naprzeciwko, z kubkiem pełnym gorącej herbatki na przeziębienie i szyją okręconą buraczkowym szalikiem, taka zatopiona w ‘Tangu’ Mrożka, kiedy w Winampie wskoczyło SDM i usłyszałam dziwnie znajome słowa:

‘Posłuchaj, porzucona przezeń,
nieznana mi przyjaciółko:
w rozpaczy swojej
nie wychodź na balkon, nie wychodź,
do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
na smugę cienia nie wbiegaj,
zaczekaj, trochę zaczekaj!

Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany – przysięgam wam!

Tylko dajcie mu czas
dajcie czasowi czas.
( Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
po was, przez was i między ustami,
i oto dzień przychodzi, nowy dzień,
one już daleko, daleko za górami! )
Tylko dajcie mu czas,
dajcie czasowi czas,
bo bardzo, bardzo,
bardzo szkoda
byłoby nas!’
( ‘Czas płynie i zabija rany’ E. Stachura )


Stachura. No oczywiście, że Stachura. Jak mogłam zapomnieć, w te dni?
.
‘Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
zobaczysz!
Zobaczysz noc w środku dnia,
czarne niebo zamiast gwiazd;
zobaczysz wszystko to samo,
co ja.
…
Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
zobaczysz!
Zobaczysz obcą własną twarz,
jakie wielkie oczy ma strach;
zobaczysz wszystko to samo,
co ja…’
( ‘Zobaczysz’ E. Stachura )


…pomyśl wtedy o mnie i przypomnij sobie, A.
.
Dobrze, że wiosnę wreszcie czuć. Umyję okna. Podleję kwiatki. Potem pojadę do Łodzi, jakoś przeżyję samotną podróż z dworca do bursy, będę czekać na kwiecień, na urodziny, słuchać wieczorami Dżemu i usypiać przy muzyce, a kiedy już zrobi się ciepło, powtarzać słówka z francuskiego w fotelu na balkonie. Gdy wreszcie przyjedzie Arsen, zaczniemy wychodzić razem na spacery po mieście i straszyć ogonem starsze panie w tramwajach.
Kiedyś zobaczysz.

czwartek, 23 marca 2006

Monotematycznie.

Odwracam głowę. Nie obchodzi mnie jak na nie patrzy. Nie chcę wiedzieć o kolejnej Dominice. 
.
Jestem zwyczajnie smutna, znów źle sypiam, poranki spędzam marznąc na balkonie, czasami widzę go jak na stołówce nalewa sobie do kubka z Garfieldem herbaty, potem bawię się zapalniczką, wychodzę. Leżę jeszcze chwilę na łóżku, opanowując zawroty głowy, do szkoły specjalnie jadę innym autobusem, nie chcę widzieć, nie chcę słyszeć jak w szampańskim humorze rozmawia na korytarzu z jakąś rozbawioną nią ze swojej klasy, nie chcę żeby czuł moje spojrzenie.
.
Przyklejony uśmiech rozpieprza się o podłogę w szatni, kiedy mijamy się obojętnie, a on woła za nią ‘poczekaj!’…
.
Proszę, proszę cię, niech to się już skończy.
Chcę do domu.
Uciekam.
Z Gilbertem Bécaud w uszach i nieznośnym snem pod powiekami.
Snem w którym on śpi z inną na moich oczach.

/Niezdrowa przesada.

środa, 22 marca 2006

Szkolnie wieczornie.

Zasnęłam wczoraj nad ‘Zdążyć przed Panem Bogiem’, które wylądowało za łóżkiem, od piątej rano pisałam expose, na matmie doczytałam książkę, na długiej przerwie dopisałam resztkę wypracowania, którego nauczyłam się na angielskim i ostatecznie zmyłam się z drugiej religii, bo siedzenie w szkole od 8.15 do 16.40 zdecydowanie nie jest tym, co nieco zdołowana k. lubi najbardziej. 
.
Natalko,
trzymam kciuki już od dziś. Myślami jestem przy tobie z niezachwianą pewnością, że wrócisz z ogromnym uśmiechem i informacją, że możemy się tobą oficjalnie chwalić, Laureatko.
Niech moc Wieszcza będzie z tobą!
.
Smsów od Teodora uczę się na pamięć, na boku francurzę pisząc dialogi dla zatopionej w WOSie Madzi i dokształcam gramatycznie Kaśkę z 306. Arturowi obiecałam, że jeśli zechce, pomogę mu z pracą na ustny polski.
Jeśli zechce.
Z uśmiechem wstępnie zechciał.
.
Mam dziś bardzo smutne oczy.