Pakować się nie potrafię.
Na nic kartka z przygotowanym spisem rzeczy absolutniedoniezapomnienia.
Sytuacja wygląda mniej więcej tak:
deszcz,
godzina 8.50,
pokój jak pobojowisko,
na śniadanie butelka coca-coli,
mokre ciuchy na balkonie, w tym spódnica galowa i ulubione dżinsy,
komp na pełnych obrotach,
dwie torby,
pudło,
plecak,
mundur i bluzka biała wiszą przy półce z książkami,
w głośnikach w chwili obecnej ‘Electrified’,
na głowie gustowny ciemny brąz ( jako dowód szacunku i miłości do drogiego
rodziciela, któremu czerwona rudość wybitnie działała na nerwy, a zaczęło się
od glanów i ‘co ludzie powiedzą?!’ a doprawione było aroganckim ‘nie obchodzi
mnie to wcale’... ),
Katarzyna K. w stroju sennym ( czyt. koszulka i majtki ) zamiast wrzucać do
pudła kolejne rzeczy pisze te oto słowa
i na mamine pytanie dobiegające z parteru bardzo przyjemnie ryczy ‘NIE, JESZCZE
NIE SKOŃCZYŁAM!!!!!!’
Tak w ogóle co z tego, że o 10.00 przybywa Joanna i kilka minut później
wyjeżdżamy?
’I wish you were here’.
A najlepiej zabierz mnie stąd.
Jedźmy już!
Od jutra przystanek I LO. I razem, razem.
Tylko jak to wszystko się skończy...?
wtorek, 31 sierpnia 2004
piątek, 27 sierpnia 2004
A, a, a, kotki dwa...
Ewa długo nie chciała zasnąć i na wszystkie sposoby
próbowała uciec z wózka. Zła byłam, bo czas leciał, a na mnie czekał ciąg
dalszy wielkich porządków, z którymi chciałam się uporać przed powrotem
rodziców. Jakoś się na to nie zanosiło. Mała zaczęła płakać. Bardzo
intensywnie.
Zrezygnowana, wzięłam ją na ręce i zaczęłam myśleć o cudach, które mogłyby uratować sytuację. Długo się nie zastanawiałam... Mrucząc banalną kołysankę, poczułam, jak Ewa wtula buzię w zgięcie mojego łokcia. Już spała.
Panele w kuchni myłam szeptem.
Zrezygnowana, wzięłam ją na ręce i zaczęłam myśleć o cudach, które mogłyby uratować sytuację. Długo się nie zastanawiałam... Mrucząc banalną kołysankę, poczułam, jak Ewa wtula buzię w zgięcie mojego łokcia. Już spała.
Panele w kuchni myłam szeptem.
czwartek, 26 sierpnia 2004
Ser biały czy będzie?
W tym domu całkiem nie niezwykłą rzeczą jest
telefon dzwoniący o 23.30.
Odbieram mocno zdenerwowana.
ja: Słucham?
nieznajoma: Czy można rozmawiać z panią Elą?
ja: Nie, nie można, od dawna śpi. To jakaś ważna sprawa?
nieznajoma: Tak, wie pani może, czy jutro będzie biały ser?
ja: No, nie wiem.
nieznajoma: Ale będzie?
ja: Nie wiem! Bardzo mi przykro, ale specjalista do spraw zaopatrzenia także śpi...
nieznajoma: A czy mogę zadzwonić rano?
ja: Ależ proszę, byle nie przed 6...
nieznajoma: Aha, dziękuję. Dobranoc.
ja: ...bra... noc...
...
Uroczo. Nie mogłam zasnąć do 4.
Odbieram mocno zdenerwowana.
ja: Słucham?
nieznajoma: Czy można rozmawiać z panią Elą?
ja: Nie, nie można, od dawna śpi. To jakaś ważna sprawa?
nieznajoma: Tak, wie pani może, czy jutro będzie biały ser?
ja: No, nie wiem.
nieznajoma: Ale będzie?
ja: Nie wiem! Bardzo mi przykro, ale specjalista do spraw zaopatrzenia także śpi...
nieznajoma: A czy mogę zadzwonić rano?
ja: Ależ proszę, byle nie przed 6...
nieznajoma: Aha, dziękuję. Dobranoc.
ja: ...bra... noc...
...
Uroczo. Nie mogłam zasnąć do 4.
Waakaacje, to wakacje!
Bardzo
jestem zmęczona. Codzienne wstawanie w okolicach piątej w połączeniu z faktem,
że rzadko zasypiam przed północą. I ciągle opiekowanie się małą, albo
przesiadywanie w sklepie. Czy też jedno i drugie. Do tego bonusowe zadania
specjalne.
.
Najbardziej drażni mnie fakt, że w poniedziałek trzeba się zrywać z łóżka, ponieważ jest poniedziałek, początek tygodnia i targ w wiosce, we wtorek też trzeba, bo jest wtorek, w środę środek tygodnia, a w czwartek mamy czwartek, w piątek – bo piątek i weekend już się zaczął, sobota - wiadomo, a w niedzielę ‘idą ludzie z kościoła’, więc do 14.00 sklep czynny dla wszystkich zapominalskich, którzy nie kupili rosołowego makaronu czy też zabrakło im cukru.
I kolejne dzień dobry, znowu się zaczyna!
Błędne koło.
.
Ewa przypadkiem rozbudziła chyba mój instynkt macierzyński.
Właściwie specjalnie się przed tym ostatnio nie broniłam.
Wiele osób bierze mnie za jej matkę. Znajomi i nieznajomi coraz częściej zauważają, że jest do mnie bardzo podobna. Chociaż ma zupełnie inny typ urody, to jednak ‘jakby twoja była’.
No. Bo jest. Moja.
I niech ktoś spróbuje powiedzieć inaczej.
Kiedy przypominam sobie, co myślałam o jej przyjściu na świat...
Teraz oddałabym dla niej wszystko.
.
Mam miedź we włosach. Czytaj – jestem ogniście czerwona i nieco ruda. Farba, którą upaćkałam wannę skojarzyła mi się z krwią, którą tracę dziś nadzwyczaj obficie. Nie dość, że jak co miesiąc, to jeszcze z samego rana pięknie wbiłam sobie drut w opuszek palca.
Tak, to doprawdy bardzo w moim stylu.
Najbardziej drażni mnie fakt, że w poniedziałek trzeba się zrywać z łóżka, ponieważ jest poniedziałek, początek tygodnia i targ w wiosce, we wtorek też trzeba, bo jest wtorek, w środę środek tygodnia, a w czwartek mamy czwartek, w piątek – bo piątek i weekend już się zaczął, sobota - wiadomo, a w niedzielę ‘idą ludzie z kościoła’, więc do 14.00 sklep czynny dla wszystkich zapominalskich, którzy nie kupili rosołowego makaronu czy też zabrakło im cukru.
I kolejne dzień dobry, znowu się zaczyna!
Błędne koło.
.
Ewa przypadkiem rozbudziła chyba mój instynkt macierzyński.
Właściwie specjalnie się przed tym ostatnio nie broniłam.
Wiele osób bierze mnie za jej matkę. Znajomi i nieznajomi coraz częściej zauważają, że jest do mnie bardzo podobna. Chociaż ma zupełnie inny typ urody, to jednak ‘jakby twoja była’.
No. Bo jest. Moja.
I niech ktoś spróbuje powiedzieć inaczej.
Kiedy przypominam sobie, co myślałam o jej przyjściu na świat...
Teraz oddałabym dla niej wszystko.
.
Mam miedź we włosach. Czytaj – jestem ogniście czerwona i nieco ruda. Farba, którą upaćkałam wannę skojarzyła mi się z krwią, którą tracę dziś nadzwyczaj obficie. Nie dość, że jak co miesiąc, to jeszcze z samego rana pięknie wbiłam sobie drut w opuszek palca.
poniedziałek, 23 sierpnia 2004
Potrafisz mówić językiem tubylców?
Stęskniłam
się za Joasią. Dopiero wczoraj, kiedy się spotkałyśmy, zauważyłam jak mi jej
brakowało.
- Właśnie. Tym razem odpowiem ci wprost: szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli. Trochę tak, jakbyś znalazła się w obcym kraju - widzisz wszystko, pojmujesz, co się wokół ciebie dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć i uzyskać znikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców.
- Każdy z nas czuł to kiedyś.
- Bo wszyscy, w taki czy w inny sposób, jesteśmy szaleni.’
( ‘Weronika postanawia umrzeć’ Paulo Coelho )
.
Nie pytam, czy umiesz. Ale czy potrafisz?
.
Chyba pójdę dziś wcześnie spać.
Zobaczyła wreszcie mój pokój. Zabawiałyśmy Ewę. Przespacerowałyśmy się na
cmentarz. Siedziałyśmy na ławeczce w ż-skim parku, plotkując ile wlezie o
naszych miłościach i całej reszcie. I że już do Łodzi. I mocne postanowienia na
nowy rok szkolny. Bo nie ma to jak IV + I LO. Poza tym bursa rządzi, nie chcemy
nowej tapety! A najbardziej chyba zastanawiamy się, jaka będzie Czwarta. Już
niedługo. Za tydzień o tej porze zaczniemy się pakować.
Wylot z rodzinnego gniazdka na kolejne 10 miesięcy. Z przerwami na promocje i reklamy.
Autobusy i tramwaje. Takie złe i zmęczone łódzkie twarze.
Make love not war.
Nieważne, Widzew czy ŁKS.
.
LiD (18:31)
oj ty to jesteś dziwna wiesz
Ja (18:31)
serio? :)))))))))))))))))))
LiD (18:31)
jak coś ci ktoś mówi w dobrej wierze to wtedy
LiD (18:31)
odwracasz to
LiD (18:31)
i to jest wnerwiające!!
‘- Co znaczy być szalonym?Wylot z rodzinnego gniazdka na kolejne 10 miesięcy. Z przerwami na promocje i reklamy.
Autobusy i tramwaje. Takie złe i zmęczone łódzkie twarze.
Make love not war.
Nieważne, Widzew czy ŁKS.
.
LiD (18:31)
oj ty to jesteś dziwna wiesz
Ja (18:31)
serio? :)))))))))))))))))))
LiD (18:31)
jak coś ci ktoś mówi w dobrej wierze to wtedy
LiD (18:31)
odwracasz to
LiD (18:31)
i to jest wnerwiające!!
- Właśnie. Tym razem odpowiem ci wprost: szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli. Trochę tak, jakbyś znalazła się w obcym kraju - widzisz wszystko, pojmujesz, co się wokół ciebie dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć i uzyskać znikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców.
- Każdy z nas czuł to kiedyś.
- Bo wszyscy, w taki czy w inny sposób, jesteśmy szaleni.’
( ‘Weronika postanawia umrzeć’ Paulo Coelho )
.
Nie pytam, czy umiesz. Ale czy potrafisz?
.
Chyba pójdę dziś wcześnie spać.
sobota, 21 sierpnia 2004
Pomiędzy niebem a piekłem. Deszczową nocą.
Wczoraj w
nocy nastrój miałam straszny, straszny. Taki, że nie podchodź, bo gryzę kopię
drapię. Albo może trzymaj mnie mocno, tul głaszcz i pozwól wyparować całej
złości. Czy może. Coś.
I lubię jesień. Może być wczesna.
Tylko uważaj na siebie.
A później zrób ze mną co zechcesz. Będę bardzo cudowna.
Będę bardzo.
Ale najpierw...
.
‘Sabina ciągnęła swoje melancholijne rozmyślania: a gdyby miała mężczyznę, który jej rozkazuje? Który chciałby nad nią panować? Jak długo by z nim wytrzymała? Nawet nie pięć minut! Z czego wynika, że nie pasuje do niej żaden mężczyzna. Ani silny, ani słaby.
Powiedziała:
- A czemu nigdy nie używasz siły w stosunku do mnie?
- Ponieważ kochać to znaczy wyrzec się siły – odpowiedział cicho Franz.
Sabina uświadomiła sobie dwie rzeczy; po pierwsze, że to zdanie jest piękne i prawdziwe. Po drugie, że przez to zdanie Franz dyskwalifikuje się w jej życiu erotycznym.’
( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )
.A później zrób ze mną co zechcesz. Będę bardzo cudowna.
Będę bardzo.
Ale najpierw...
.
‘Sabina ciągnęła swoje melancholijne rozmyślania: a gdyby miała mężczyznę, który jej rozkazuje? Który chciałby nad nią panować? Jak długo by z nim wytrzymała? Nawet nie pięć minut! Z czego wynika, że nie pasuje do niej żaden mężczyzna. Ani silny, ani słaby.
Powiedziała:
- A czemu nigdy nie używasz siły w stosunku do mnie?
- Ponieważ kochać to znaczy wyrzec się siły – odpowiedział cicho Franz.
Sabina uświadomiła sobie dwie rzeczy; po pierwsze, że to zdanie jest piękne i prawdziwe. Po drugie, że przez to zdanie Franz dyskwalifikuje się w jej życiu erotycznym.’
( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )
I lubię jesień. Może być wczesna.
środa, 18 sierpnia 2004
Królowa Lodu.
Przypadkiem
trafiłam na pusty, jak mi się wydawało, flakonik. Nieostrożnie spróbowałam jego
zapachu (jasnofioletowy, a
przecież nie lubię). Poczułam go na nadgarstku. Dziwne było to szczypiące
ciepło, czy może bardziej, piekący chłód. Na krótką chwilę odpłynęłam we
wspomnienia ukryte w pudełku na szafie.
.
Zawsze mogę się tłumaczyć, bo przecież ostrzegałam. Lód też parzy. A może to był ogień?
.
Nic nie powiem.
Zawsze mogę się tłumaczyć, bo przecież ostrzegałam. Lód też parzy. A może to był ogień?
.
Nic nie powiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)