pozbyłam się dywanu.
Jego miękkość burzyła do reszty ten pozorny spokój.
piątek, 14 lipca 2006
czwartek, 13 lipca 2006
Dawne ścieżki.
Brnęliśmy w pola. Zaczęło grzmieć. Deszczu - nie było. Tygrys grzecznie szedł
na smyczy, co jakiś czas wąchając ślady pozostawione przez inne psy.
Późnym wieczorem spotkaliśmy się z Łukaszem. Siedzieliśmy na Mierzinie pijąc zielonego Lecha z dwóch puszek, wspominając coraz bardziej odległe gimnazjalne czasy. Rozmawiając o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
‘Wiesz k., wcale nie chciałbym być na twoim miejscu…’
Ja też – czasami wcale nie chcę.
Księżyc mimo wszystko świecił pięknie. Czerwono.
I tylko na chwilę schował się za chmurami, a ja wcale nie czułam się smutna.
Późnym wieczorem spotkaliśmy się z Łukaszem. Siedzieliśmy na Mierzinie pijąc zielonego Lecha z dwóch puszek, wspominając coraz bardziej odległe gimnazjalne czasy. Rozmawiając o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
‘Wiesz k., wcale nie chciałbym być na twoim miejscu…’
Ja też – czasami wcale nie chcę.
Księżyc mimo wszystko świecił pięknie. Czerwono.
I tylko na chwilę schował się za chmurami, a ja wcale nie czułam się smutna.
środa, 12 lipca 2006
Marzę o łóżku.
…i nie tylko.
Jeszcze o chłodnym prysznicu i ciepłych ramionach, które obejmą czule, o miękkich
wargach które wyszeptają kilka słów i musną mój policzek.
O palcach które wyłączą nocną lampkę i delikatnie głaszczących spieczoną skórę dłoniach.
O tańcu splecionych nóg.
O…
.
Dzisiaj – kompletne zmęczenie po 15 godzinach pracy, po dwóch niewyspanych nocach, z bólu drżą mi ręce.
Wczoraj – wyniki matury, Łódź, czerwona bransoletka i kostium kąpielowy, obrazek z aniołkiem, krótki spacer po Pietrynie. Z Arturem.
I dalej - wiem nic, czuję mętlik.
Nie umiem się znaleźć.
W deszczu maleńkich, żółtych i fioletowych kwiatów.
/tych stojących w białym wazoniku na stole.
O palcach które wyłączą nocną lampkę i delikatnie głaszczących spieczoną skórę dłoniach.
O tańcu splecionych nóg.
O…
.
Dzisiaj – kompletne zmęczenie po 15 godzinach pracy, po dwóch niewyspanych nocach, z bólu drżą mi ręce.
Wczoraj – wyniki matury, Łódź, czerwona bransoletka i kostium kąpielowy, obrazek z aniołkiem, krótki spacer po Pietrynie. Z Arturem.
I dalej - wiem nic, czuję mętlik.
Nie umiem się znaleźć.
W deszczu maleńkich, żółtych i fioletowych kwiatów.
/tych stojących w białym wazoniku na stole.
piątek, 7 lipca 2006
‘…bo ciągle cię kocham.’
- było powiedziane
bardzo bardzo szeptem.
Udałam, że nie usłyszałam, że wcale nie dotarło. Tylko nagle po obu stronach
zapadła wieloznaczna cisza.
.
Właściwie miałam nie odbierać tego telefonu. Żeby nie rozgrzebywać starych ran.
Ale odezwałam się, lekko mrucząc zmęczone hejj, Dominik…
I wpadłam. Wpadłam znów w jego męski głos. Ten sam który otulił mnie wtedy na łące, przed tym i po tym kiedy całował moją szyję.
Nie rozmawialiśmy od kilku miesięcy, a teraz – zupełnie jakby nic się nie stało, jakby ostatnio słyszał mnie wczoraj, jak kiedyś.
To nie minęło, wcale, i ja po prostu nie mogę się z nim spotkać.
Znów skończy się tak samo.
Skończy się, a ja nie chcę.
Więc lepiej niech będzie jak jest - niech nie będzie.
.
‘k., mam ochotę cię zastrzelić, kiedy mówisz, że nie ma takiej możliwości!’
/Po co zaczynać, kiedy wiadomo, że jesteśmy skazani na nie-bycie…
.
Właściwie miałam nie odbierać tego telefonu. Żeby nie rozgrzebywać starych ran.
Ale odezwałam się, lekko mrucząc zmęczone hejj, Dominik…
I wpadłam. Wpadłam znów w jego męski głos. Ten sam który otulił mnie wtedy na łące, przed tym i po tym kiedy całował moją szyję.
Nie rozmawialiśmy od kilku miesięcy, a teraz – zupełnie jakby nic się nie stało, jakby ostatnio słyszał mnie wczoraj, jak kiedyś.
To nie minęło, wcale, i ja po prostu nie mogę się z nim spotkać.
Znów skończy się tak samo.
Skończy się, a ja nie chcę.
Więc lepiej niech będzie jak jest - niech nie będzie.
.
‘k., mam ochotę cię zastrzelić, kiedy mówisz, że nie ma takiej możliwości!’
/Po co zaczynać, kiedy wiadomo, że jesteśmy skazani na nie-bycie…
Dziką ochotę na papierosa usiłuję zapić sokiem.
Udaję, że wcale-nie-pęka mi głowa, że wcale-nie-boli mnie jajnik.
.
.
.
Za dużo dziś myślałam, kupując te dwie sukienki, o tym jak podsuwa je delikatnie do granicy ud. Za mocno czułam mrowienie od palców stóp kostek, w górę, w górę do granicy ud. Jego dokładnie pieszczące dłonie, moje niecierpliwe palce plączące mu włosy.
Gorący oddech na rozpalonej skórze.
- stęskniona.
.
Idę zapalić...
.
.
Za dużo dziś myślałam, kupując te dwie sukienki, o tym jak podsuwa je delikatnie do granicy ud. Za mocno czułam mrowienie od palców stóp kostek, w górę, w górę do granicy ud. Jego dokładnie pieszczące dłonie, moje niecierpliwe palce plączące mu włosy.
Gorący oddech na rozpalonej skórze.
- stęskniona.
.
Idę zapalić...
czwartek, 6 lipca 2006
Drugazerozero. Trzeciadwadzieściadziewięć. Potem szósta.
A ja piętnaście minut
temu zdążyłam włączyć komputer i przykryć się kocem, z niezmytym makijażem na
rzęsach.
Chcę spać zanim rozrzedzająca się powoli szarość obejmie cały pokój.
Więc zaśnij mnie.
Schowaj w ramionach.
Odpłyńmy gdzieś.
...a za oknem już śpiewają poranne ptaki.
.
Drugazerozero, maszeruję niby-dziarskim krokiem do garażu, na drugi koniec podwórka, jak zawsze bojąc się ciemności - pocieszający jest Urwis przy nodze i Tygrys zabezpieczający tyły.
Samochód-rozładować, samochód-załadować, garaż-otworzyć-zamknąć, brama-tak-samo.
CB-radio, tata-za-kierownicą, mama-z-kawą.
Tak, wstaniemy o szóstejzerozero, sklep-otworzyć, warzywa-przynieść-ułożyć, tak, o-szóstej, szósta, druga, pierwszaczterdzieścipięć.
- Wróćcie szczęśliwie.
.
I tak trzeciadwadzieścia,
szóstazerozero,
kolejny-dzień.
.
.
‘Zgadnijktomanaciebieochotę’, zgadnij, k., niby-zapytała mama.
- Michał B. o ciebie pytał. Michał B. Ten sam, który był już dorosłym facetem, kiedy ty z wypiekami na policzkach łaziłaś po płotach i zachowywałaś się czasem jak dzikie zwierzątko, co to ma swój świat i swoje kredki, a drzwi otwiera magiczne hasło.
/Michał B. hasło by znalazł, wiem, gdyby nie fakt, że był już dorosłym facetem i nie miał czasu na oswajanie dzikich zwierzątek/
Więc Michał Be. naprawdę zapytał ‘czy kasia jest wolna?’ a ja nawet nie wiem, co odpowiedziała mama, bo naszej szybkiej rozmowie zaszkodziła kukurydza w słoiku.
Powinna była powiedzieć mu, że kasia jest zajęta jak cholera, że aż nadto zajęta.
Ale nie wiem, co ona odpowiedziała, i co pomyślał sobie Michał B., nie wiem też kiedy i gdzie on mógł mnie widzieć, bo najwyraźniej ja jego nie rozpoznałam zupełnie, nie spodziewając się.
- ciekawe, czemu tak cię interesuje, co też pomyślał sobie ten Michał Be, k.?
.
Szukamy partnera - lub przyjaciela - do sensownej konwersacji na nudne ż-wskie wieczory.
Bo ileż można pieprzyć z piwem o niczym albo psuć oczy przed komputerem.
Michał B. jest bezpieczny. Bo – ile on?
Będzie chyba miał już ze 30 lat!
/czy tym razem spróbujesz oswoić dzikie zwierzątko, Michale Be?
…Drugazerozero, maszeruję niby-dziarskim krokiem do garażu, na drugi koniec podwórka, jak zawsze bojąc się ciemności - pocieszający jest Urwis przy nodze i Tygrys zabezpieczający tyły.
Samochód-rozładować, samochód-załadować, garaż-otworzyć-zamknąć, brama-tak-samo.
CB-radio, tata-za-kierownicą, mama-z-kawą.
Tak, wstaniemy o szóstejzerozero, sklep-otworzyć, warzywa-przynieść-ułożyć, tak, o-szóstej, szósta, druga, pierwszaczterdzieścipięć.
- Wróćcie szczęśliwie.
.
I tak trzeciadwadzieścia,
szóstazerozero,
kolejny-dzień.
.
.
‘Zgadnijktomanaciebieochotę’, zgadnij, k., niby-zapytała mama.
- Michał B. o ciebie pytał. Michał B. Ten sam, który był już dorosłym facetem, kiedy ty z wypiekami na policzkach łaziłaś po płotach i zachowywałaś się czasem jak dzikie zwierzątko, co to ma swój świat i swoje kredki, a drzwi otwiera magiczne hasło.
/Michał B. hasło by znalazł, wiem, gdyby nie fakt, że był już dorosłym facetem i nie miał czasu na oswajanie dzikich zwierzątek/
Więc Michał Be. naprawdę zapytał ‘czy kasia jest wolna?’ a ja nawet nie wiem, co odpowiedziała mama, bo naszej szybkiej rozmowie zaszkodziła kukurydza w słoiku.
Powinna była powiedzieć mu, że kasia jest zajęta jak cholera, że aż nadto zajęta.
Ale nie wiem, co ona odpowiedziała, i co pomyślał sobie Michał B., nie wiem też kiedy i gdzie on mógł mnie widzieć, bo najwyraźniej ja jego nie rozpoznałam zupełnie, nie spodziewając się.
- ciekawe, czemu tak cię interesuje, co też pomyślał sobie ten Michał Be, k.?
.
Szukamy partnera - lub przyjaciela - do sensownej konwersacji na nudne ż-wskie wieczory.
Bo ileż można pieprzyć z piwem o niczym albo psuć oczy przed komputerem.
Michał B. jest bezpieczny. Bo – ile on?
Będzie chyba miał już ze 30 lat!
/czy tym razem spróbujesz oswoić dzikie zwierzątko, Michale Be?
Chcę spać zanim rozrzedzająca się powoli szarość obejmie cały pokój.
Więc zaśnij mnie.
Schowaj w ramionach.
Odpłyńmy gdzieś.
...a za oknem już śpiewają poranne ptaki.
poniedziałek, 3 lipca 2006
‘Do końca wszystkiego. Żeby zacząć na nowo.’ (?)
Rozmowa z Cezarym
zaprowadziła znów w ten punkt na rozstaju, z którego nie ma żadnej dobrej
drogi. Nie ma, i trzeba po prostu gubić łzy, z żalu za przyjaźnią, która mogła
być czymś więcej, a jest… niczym.
- …że nie mogę na ciebie liczyć bo nie jesteś. Bo chciałbyś być za bardzo,
chociaż najbardziej byłbyś, nie będąc.
.
Siedziałam obok Marcina, paliłam tego pieprzonego papierosa, który w moich palcach niemal przyprawił go o zawał. Pytałam, Brat, co robić, jesteś mężczyzną, powiedz mi. Brat, Brat, Brat. Nie rozmawialiśmy poważnie dobre dwa lata, odkąd Poznań i Łódź, jego studia i moje liceum oddaliły nas o miliony lat świetlnych. Myślałam już dziś przez chwilę, że na zawsze - jak dobrze, że się myliłam...
I że siedzieliśmy obok, obejmował mnie ramieniem, jak Brat, i rozmawialiśmy patrząc w ogień. A później w niebo.
Cudowne.
Pełne gwiazd.
…Damian widział je przed swoim namiotem, kiedy pisał, że jest mu źle samemu w śpiworze, i chciałby poczuć przy sobie moje ciepło?
…Artur patrzył w te same, kiedy smsowaliśmy w nocy, a ja jednocześnie rozmawiałam o nim z Natalią?
.
- Dlaczego nie śpisz i szlajasz się z Natalką w okolicach księżyca? Pilnowałeś jej chociaż? Tam bywa niebezpiecznie. Smoki mogły was przyłapać.
Najpierw się sam szlajałem i szukałem Ciebie…
Uważałem na smoki.
- I pewnie nie znalazłeś, ja patrzyłam w ogień. I Wielki Wóz. Ale nie zwracałam uwagi na księżyc, był jak dla mnie za daleko.
Ale teraz Cię mam!
- Nie, nie masz. Zaraz schowam się pod kołdrą, w pokoju jest zimno. Schowam się i nikt mnie nigdy nie znajdzie.
Znajdę… najwyżej mnie wyrzucisz.
- Nie chcę żebyś mnie znalazł. Bo ja sama wcześniej muszę odnaleźć siebie.
.
.
.
‘Pomyśl zanim ruszysz w życie...’
( Teodor )
.
Siedziałam obok Marcina, paliłam tego pieprzonego papierosa, który w moich palcach niemal przyprawił go o zawał. Pytałam, Brat, co robić, jesteś mężczyzną, powiedz mi. Brat, Brat, Brat. Nie rozmawialiśmy poważnie dobre dwa lata, odkąd Poznań i Łódź, jego studia i moje liceum oddaliły nas o miliony lat świetlnych. Myślałam już dziś przez chwilę, że na zawsze - jak dobrze, że się myliłam...
I że siedzieliśmy obok, obejmował mnie ramieniem, jak Brat, i rozmawialiśmy patrząc w ogień. A później w niebo.
Cudowne.
Pełne gwiazd.
…Damian widział je przed swoim namiotem, kiedy pisał, że jest mu źle samemu w śpiworze, i chciałby poczuć przy sobie moje ciepło?
…Artur patrzył w te same, kiedy smsowaliśmy w nocy, a ja jednocześnie rozmawiałam o nim z Natalią?
.
- Dlaczego nie śpisz i szlajasz się z Natalką w okolicach księżyca? Pilnowałeś jej chociaż? Tam bywa niebezpiecznie. Smoki mogły was przyłapać.
Najpierw się sam szlajałem i szukałem Ciebie…
Uważałem na smoki.
- I pewnie nie znalazłeś, ja patrzyłam w ogień. I Wielki Wóz. Ale nie zwracałam uwagi na księżyc, był jak dla mnie za daleko.
Ale teraz Cię mam!
- Nie, nie masz. Zaraz schowam się pod kołdrą, w pokoju jest zimno. Schowam się i nikt mnie nigdy nie znajdzie.
Znajdę… najwyżej mnie wyrzucisz.
- Nie chcę żebyś mnie znalazł. Bo ja sama wcześniej muszę odnaleźć siebie.
.
.
.
‘Pomyśl zanim ruszysz w życie...’
( Teodor )
Subskrybuj:
Posty (Atom)