piątek, 12 maja 2006

Spałam dziś pół nocy z Ewą.

Ewa obudziła się w okolicach szóstej czy siódmej, kopnęła mnie w bok po czym przytulając się mocno, wyszeptała 'kocham cię, kasiuniu, baldzo...' i tak mi jakoś się ciepło zrobiło, że od rana, chociaż wyspana nie jestem, nie mam pretensji do nikogo, pomogę tacie z kwiatkami, umyję szczurzastym klatkę, spakuję się i wsiądę w autobus z prawdziwym żalem, że bąbel zostaje w domu, a mnie teraz nie będzie długo długo...

Kto mi będzie tak szeptał nad ranem do ucha...?

czwartek, 11 maja 2006

Główna różnica między Łodzią a Ż. polega na tym, że…

…czasami idę przez centrum mojego małego pseudomiasteczka z laptopem pod pachą, w kieszeni dzwoni mi telefon albo piszę smsa, w uszach mam słuchawki discmana (hm, miewałam, zanim go sobie niechcący zepsułam), a na ramieniu szczura. I tak po prostu zwyczajnie sobie idę, na przykład do Michała.
W międzyczasie mija mnie ileś osób, rzucam jakieś dzieńdobryicześć, rzucam pewne ilości uśmiechów większych i mniejszych.
W Łodzi natomiast są takie miejsca i czasy, kiedy przy przystanku lepiej nie patrzeć na wyświetlacz sprawdzając która jest godzina, lepiej też omijać wzrokiem niektórych ludzi, bo to się może skończyć co najmniej źle.
.
Przespacerowaliśmy się z Michałem na cmentarz, kiedy już zrzuciłam na dysk drugą serię Z Archiwum X. Arsen chował mi się pod bluzą, na biuście, Michał śmiał się mówiąc, że mu zazdrości, podlaliśmy podeschnięte bratki, zapaliliśmy znicze.
Ósmywrześnia, dwatysiącedwa, dwatysiącesześć. Cztery lata w tym roku będzie.
Staruchu, miałbyś w listopadzie trzydziestkę. Nie wywinąłbyś się od rodzinnej imprezy.
Ale i tak zwialibyśmy im na górę do kompa, nie…?
.
.
.
Zanucę La Valse d’Amelie.
Z głową za oknem i dymem w płucach.
.
Jadę jutro francuzić z Rolandem do przyszłego czwartku.
W przyszły czwartek – dzień prawdy.
/Pytanie, czy ciąg dalszy nastąpi.

środa, 10 maja 2006

‘W domu będzie lepiej, a do domu proste drogi wiodą…’

Nocowałam u Amandy, rano zajrzałam w przelocie do bursy, wrzuciłam do plecaka laptop i wzięłam Arsena w transporterku, hamując łzy, które i tak popłynęły kiedy na przystanku przytuliła mnie Natalia, a Okruch stał obok wycierając je jednym palcem. Bo on nawet na mnie nie spojrzał wchodząc na to jebane pierdolone kurewskie kurwa drugie piętro. Nawet-nie-spojrzał.

Nie przyjechał tramwaj, kolejny się spóźnił, więc autobus linii Łódź-Biłgoraj goniłam przez dworzec z wywieszonym jęzorem. Kierowca zauważył mnie cudem, a potem nie mogłam złapać tchu, hamując łzy które i tak płynęły za każdym razem, kiedy myślałam o tym, że nawet-nie-spojrzał wchodząc na to jebane pierdolone kurewskie kurwa drugie piętro!
.
Ewunia jest chora, gorączkuje, ma zastrzyki, płacze, przylepia się, wtula i nie puszcza na krok. Spałyśmy wczoraj razem popołudniu, jadłyśmy obiad ze szczurami, jeździłyśmy na koniu na biegunach, oglądałyśmy 101 dalmatyńczyków. Kiedy zadzwonił po geografii, Ewa zabrała telefon i wykrzyczała do słuchawki ‘Atuj, pijedź! Pojedziemy na basien!’… A potem ja powiedziałam, że zabieram jego siostrę do Warszawy na wystawę szczurów rasowych, i nie wiem, czy mi się wydawało, czy usłyszałam w jego głosie szczere oburzenie, że jemu nawet nie zaproponowałam, żeby wybrał się ze mną. I że teraz skoro biorę Olę, to on już nie, no bo jak.
Jakaś niespójność, czyżby, nielogiczność…?
Kiedyś byłoby oczywiste, że jedziemy na wystawę razem, a teraz nawet nie pomyślałam o tym, żeby jemu ten wyjazd zaproponować, bo z góry założyłam, że po co mu wycieczka w moim towarzystwie, skoro nie obchodzę go, na dni otwarte uniwersytetu puścił mnie samą, a byłam w dużo gorszym stanie, więc po co miałby marnować teraz czas, na głupie podróże pociągiem ze szczurami, jeśli drugie piętro ma pod nosem, a pewnie woli dużo ciekawsze wycieczki tam…
/drugie piętro staje się w moim słowniku synonimem wszelkiego zła.
.
Wieczorne rozmowy z Dominikiem, Madź. Nocne z Damianem. Dziennie z mamą, z bunią, z Aśką. Rozmowy z których nie wynika nic, bo ja i tak zrobię co zechcę. I wszyscy doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Motyw warszawski został poruszony bardzo intensywnie, aż zaniemówiłam z wrażenia, że nagle, kiedy ja już właściwie przyzwyczajać się zaczęłam do wariantu łódzkiego, moja rodzina przestaje Warszawę traktować jako fanaberię. I jawić się wszystko zaczyna jako pomysł niegłupi, a nawet niezły.
Się okaże, przecież. Wszystko zależy od matury z francuskiego i tego, na który uniwersytet się w końcu dostanę.
O ile w ogóle, gdziekolwiek.
.
.
.
Po wysprzątanym pokoju buszują cztery szczurze panny. Co chwila chyłkiem przemyka jakiś mały cień. Nitka wskoczyła na łóżko. Przytulona do mojej szyi, zerka z ramienia w monitor.
Czytasz, Nitusiu?
Ale co tu czytać, Nitusiu…
Szary codziennik.
Idźmy lepiej, odpłyńmy gdzieś.
Gdzie indziej.
Gdzie lepiej.
/ ‘sleeping well, no bad dreams.’

niedziela, 7 maja 2006

Rozmowy donikąd albo - biegnę.

Do sklepu naprzeciwko w kapciach nie rozglądam się przefruwając przez ulicę włosy rozwiane i szybki oddech uciekam przed nikim a wracając wpadam do 208 Natalii jeszcze nie ma za to był wcześniej Okruch i Roland na chwilę z sałatą dla Arsena Paulina poszła pod prysznic Artur gania za piłką na boisku z chłopakami patrzę przez okno w łazience tak chłodno na parapecie smsy z Chmielem i te faches pas Catherine z tobą mógłbym się upić czekam czekam czekam repetytorium z wosu spadło za łóżko matura jutro nie umiem nieważne i urodziły się małe szczurki a wśród nich może Regis a może powinnam zobaczyć znów czy jest już Natalia bo Artur przyszedł na chwilę przyniósł ciasto i gadugadałam z Szymonem niewiarygodne że odezwał się i Artur och Artur tak pachniesz a cudu nie było kolejna rozmowa z moją twarzą wciśniętą między jego policzek i ramię tusz z rzęs nie nie dbam o siebie nie za dużo palę i nie za dużo piję pepsi i nie odpowiedziałeś konkretnie na moje pytanie więc czemu przyszedłeś skoro możesz nie przychodzić nie obchodzę cię nie kochasz tylko w łóżku mówisz dobrze mi a w oczach masz tamtą miłość z kiedyś ciągle nie rozumiem a potem stare fotele Natalia i znów pomyślałyśmy o tym samym pod kocem na balkonie księżyc schowany za chmurami.
Chcę spać.

sobota, 6 maja 2006

Byłam. Jestem?

‘Gdybyś był, a nie bywał
raz na jakiś czas
byłabym wreszcie "czyjaś"
nie "bezpańska" - aż tak...

Gdybyś miał, a nie miewał
czas i chęć i gest
byłabym na wyłączność
a nie - ogólnie dostępna...’
( ‘Byłabym’ Hey )


Zadzwonił.

…sza.

Wiem tylko, że jest późno, że z głośników sączy się powoli muzyka, laptop leży na kolanach, kołdra nie grzeje tak jak powinna a ja nie uczę się na poniedziałkowy matury ciąg dalszy.

Zadzwonił po angielskim, bo wczoraj prosiłam, żeby odezwał się jak już skończy pisać. Dlatego zadzwonił. Dlatego teraz niecierpliwie uciekam myślami do niego, chociaż pewnie już śpi, a może na świetlicy ogląda         z Danielem telewizję. Telefon leży gdzieś pod poduszką. Obrzydliwie cichy.
Wiem tylko, że od tamtej krótkiej rozmowy nie odezwał się w żaden sposób, że znowu – tak zwyczajnie mnie olał.
Klnę jak szewc, palę jak głupia, i ciągle nie rozumiem, jak to jest, że kiedy przychodzi, potrafi być jak kiedyś i jak zawsze, ale wystarczy że ja pojawię się w niewygodnym dla niego momencie, a już źle, nie tak i ‘daj mi spokój’.

Ale nic to.
Czekam.

I tym razem nie napiszę do niego pierwsza.
/zajebiście mi smutno.

wtorek, 2 maja 2006

Jestem zmęczona.

Niepewnością, niezdecydowaniem, ciągłą huśtawką, zbliżającą się maturą.
Chcę zniknąć.
Źle mi, bo mama gniewa się za mój niedzielny popis i niepotrzebne nerwy, nie dzwoni nawet, tylko daje telefon babci albo Młodej. To mówię, że w porządku i że się uczę, nic ciekawego, w czwartek piszę polski. I jakoś będzie. I źle mi, bo mama się gniewa a ja przecież zupełnie nie chciałam, żeby to wyszło właśnie tak, niepotrzebnie i głupio.
.
‘Mówisz
słowa nie wyrażą

Patrzę na ciebie
ze smutkiem

Ja znam słowa
które jak atropina
rozszerzają źrenice
i zmieniają kolor świata

Po nich
nie można już odejść
Czy mogę dać ci siebie
jeżeli nie umiesz powiedzieć
co czujesz
kiedy oddaje ci usta’
( ‘Czy mogę’ M. Hillary )


Czy mogę…
…ciągle wierzyć, że to ma sens?
.
Arsen szaleje, podgryza stosy książek do przeczytania teraz zaraz natychmiast, podgryza francuski, polski i repetytorium z WOSu, biega, skacze, kradnie chusteczkę, chowa się pod kołdrę, wreszcie zmęczony przytula do mojego boku i przymyka z zadowolenia ślepka kiedy głaszczę go po pleckach.
A ja płaczę później chowając twarz w pluszowego misia, bo czekam, aż On przyjdzie i zostanie znów na noc, a kończy się na krótkim przytuleniu i szepcie do ucha, że przecież jestem dużą dziewczynką, musimy się uczyć, i że wcale nie boję się ciemności.
Wcale.
Jestem dużą dziewczynką.
Co z tego, że czasem kiedy czekam, płaczę tuląc twarz w pluszowego misia.
.
.
.
/jestem-dużą-dziewczynką.
- miś.