wtorek, 11 października 2005

Niewyspana Nietzschem i pronoms relatifs.

‘Późno przyszedł sen 
przyszedł i był zły
nie mam siły na zabawę w miłość.’
( ‘Sic!’ Hey )


Napisz mi smsem. Przytul przez stałe łącze. Pocałuj kodem zerojedynkowym. Chociaż.

/Powiedz, że nie muszę iść jutro do szkoły/

Pluszak wyląduje obok zamiast ciebie.
Niewiarygodne jak potrafią dzielić, dwa piętra, osiem łóżek i szóstka współlokatorów.
.
Namiętnie Blind Guardian. Wcale się nie kojarzący.
A wcale.
’En l'hiver vient le froid, la nuit.’

poniedziałek, 10 października 2005

To ewidentnie ekspresywny barbaryzm w zakresie pola semantycznego wyjaśniony na przykładzie inercji myśli, czyli…

... test na czytanie ze zrozumieniem z języka polskiego. A ja śmiałam twierdzić, że nie jestem głupia. Byłam nawet skłonna bałwochwalczo tytułować się humanistką. Czy nadal przysługuje mi do tego prawo, mimo niejasnych 40% poleceń i przewidywanej niedostatecznej? 
Och, nigdy nie interesowały mnie mody językowe. A już jedyne słuszne i prawidłowe klucze odpowiedzi to absurd totalny.
.
Historia od I wojny światowej przez konstrukcję spadochronu do broszki w kształcie gąsieniczki wysadzanej szmaragdami.
I uwaga, bo w dekadenckich wierszach o mgle możemy natknąć się na ‘lekkie zwierzęta’, a w ogóle zaraz powiemy, że to niedźwiedź brunatny ze świstakiem pod pachą maszeruje! Ostatecznie - zawsze warto wybrać się do lasu podczas śnieżnej zamieci, by złapać jakiegoś zajączka dla głodnych dzieci i męża…

No, bo czy mamy wpływ na obiektywne cechy przynależności narodowych?
Nie! No, chyba że jesteśmy Majkelem Dżeksonem, to wtedy możemy kreować rzeczywistość.*

* k. bardzo pilnie uważa na lekcjach i skrzętnie notuje co ciekawsze kąski.
.
.
Iskra jest chora, wypieniężyłam się na weta kwotą niemal 60zł i oj… bardzo kiepsko. Będziemy spać pod mostem?

niedziela, 9 października 2005

Dziennik k.k.

A. się pogniewał, ponieważ jestem dziś zupełnie nieznośna. Straszna. Potworna wręcz, okropna, a nawet koszmarna Krytykuję go od rana, czyli godziny 4.50. Za co on się nie weźmie, czego nie zrobi, to źle, nie tak, beznadziejnie i w ogóle bez sensu. Czepiam się, wtrącam, krzyczę nawet. Do tego jestem niewyobrażalnie opryskliwa i cyniczna.
I w dodatku nie pozwalam się dotknąć.
Cóż rzec mogę na takie zarzuty?
.
.
.
.
.
.
Mężczyzno, zrozum, ja będę mieć okres.
…
Mimo jakże trudnego charakteru naszej bohaterki oraz ciężkich chwil, które właśnie przechodzi, dzień minął szczęśliwie, jeśli nie liczyć jednego podeptanego i urażonego męskiego ego oraz sterty rozjechanych na parkingu kasztanów.
.
Chciałam powiedzieć wszystkim, żeby nie dali się nigdy zwieść nazwie ‘handel obwoźny’. To się powinno nazywać ‘ciężka praca’. Wyobraź sobie, że pewnym momencie nogi wchodzą ci w tyłek, uśmiech zamienia się w grymas, a gardło dławi się powtarzaną milionowy raz ceną produktu, formułką z jego zaletami, jego najlepszością i wyjątkowością, bo wbrew pozorom niełatwo wypłynąć na wiejskim targowisku ze sterty badziewnych i zwyczajnie brzydkich wiązanek i kwiatów, a także niełatwo przekonać klienta, że to się po prostu w żaden sposób nie da, bo handel nie byłby handlem gdyby rozdawać za darmo, a targowanie się to element sympatyczny i kulturowo uzasadniony, ale w gruncie rzeczy to specjalnie mówię pani, że ta wiązanka kosztuje złotych 27, by móc z czystym sumieniem sprzedać ją za 25.
Czujesz?
Nie, jeśli nigdy nie stałeś po drugiej stronie lustra.
.
To jednak nie koniec, nie nie, myli się kto myśli, że po powrocie z katorgi spoczęliśmy na laurach i legliśmy na łoże. Do przystrojenia w kwiatowy szpaler był jeszcze kościół w Cz. Chciałam roztrzaskać drewnianym stelażem głowę księdza, później zatłuc kościelnego, później… Ostatecznie stanęło na zrobieniu kilku zdjęć kasztanowego ludka w trawie i nie nauczeniu się 3 stron konstrukcji czasowników francuskich. Pomijam tu oczywiście niezliczoną ilość kłótni z A., które miały miejsce w tak zwanym międzyczasie.
.
Wieczór spędzony z mamą w piwnicy, robienie wiązanek, ogromna ilość słów, pepsi w butelce i kot na kolanach, oraz zdziwione stwierdzenie ‘k., nie spodziewałam się, że taka z ciebie gaduła…’ – no wiesz, mamo! W końcu po kimś to mam…!
.
A teraz? Mysz za boazerią w pokoju młodszej siostry. Ululany i ugłaskany A.
Oczy na zapałki.
I proszę, nie pytaj dlaczego mam zniszczone dłonie.

czwartek, 6 października 2005

’Dzień w którym grzeszą nawet anioły.’

‘Jest między nami gra
gra jak świat stara, jest w głowie dziki szum…

…tacy nikczemni źli widzimy się na ekranach…’
( ‘Wirtualni chłopcy’ Pidżama P. )


Ani słowa, a-n-i słowa.
Zamilcz, zamilcz na zawsze.
’Z Dominikami nie ma rozmów o szczurach.’

Nie ma rozmów w ogóle. Nie muszę się z niczego tłumaczyć. To się stało nudne i uciążliwe. Nie będzie żadnych nas, wybij sobie z głowy, raz na zawsze, mój drogi chłopcze. Czas już porzucić utopijne mrzonki, stańmy wreszcie na ziemi, ile można latać z głową w chmurach bez zapiętych pasów?

Mam dość, gra na dwa fronty nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej.
Tylko dlaczego znowu wychodzi, że to ja jestem ta zła?

Och, trudno.
/Żegnaj, huraganie Dominiku…

środa, 5 października 2005

Milion świetlnych lat ode mnie.

I to jest problem, że nie jestem od dawna dzieckiem, dziewczynką która niewinnie pakowała się na kolana nie myśląc wiele. Oj, nie. 
Czasami nie umiem udawać.
Więc nie prowokuj, proszę. Za bardzo mi zależy, żeby to zepsuć. Dlatego wolę tak.
.
Siostra wychodzi w piątek ze szpitala, wykluczyli wszelkie guzy, krwiaki, itp., na szczęście. Leczenie farmakologiczne kontynuowane w domu, obserwacja, badania kontrolne. Ale będzie dobrze.
Kamień z serca.
.
I zamiast pilnie pisać wypracowanie na francuski, zatapiam się w Pratchett’a, bo w przeciwieństwie do jego książek absurdalność rzeczywistości wcale nie jest zabawna i jakoś wolę przebywać dzisiejszego wieczoru tam.

poniedziałek, 3 października 2005

Krótka charakterystyka.

‘Byłam – ciągnęła – jedną z najlękliwszych i udając śmiałą, by innym dodać serca, stałam się odważna’
( ‘Cierpienia młodego Wertera’ J.W. Goethe )

Nim się spostrzegłam i pomyślałam.
Samo się.
.
A ktoś nie wierzy, kiedy mówię, że przez długi czas tkwiło we mnie zakompleksione i dzikie zwierzątko. Teraz podobno silna. A przynajmniej takie sprawiam wrażenie.
To nie zawsze wygląda tak, jak jest, a jest jak by się chciało.

sobota, 1 października 2005

...

Mam takie pytanie.
Jedno. Całkiem maleńkie.
DLACZEGO, do kurwy nędzy, pytam, dlaczego chociaż raz na dłużej nie może być u nas wszystko tak normalnie i po prostu dobrze, dlaczego?
Moja rodzina ma wyczerpany limit zwyczajności na następne tysiąc lat? Moi przodkowie byli jakoś szczególnie obdarzani łaskami, że dla nas już brakło?
Czy ktoś raczy mi odpowiedzieć? Ej, może ty?
Tak, ty. Do ciebie mówię. Siedzisz sobie ponoć tam na górze, brykasz na chmurkach, patrzysz na swoje owieczki, słuchasz ich i takie tam. Odpowiedz. Od-po-wiedz mi. Proszę.
.
Nie jest ok, zajebiście nie jest. Nie jest wcale dobrze ani miło, ani spokojnie ani w porządku.
Jak mam jutro wrócić do tej pieprzonej Łodzi, jak napisać grzecznie wypracowanie, recenzję, umyć buzię, rączki, powiedzieć dobranoc i zgasić światło, położyć się spać?
…
Anetaaa, siostrzyczko, pokaż im, że nie z takich rzeczy wychodziłyśmy cało, pokaż im, pokaż, udowodnij!!!
Wcale nie wklepię zaraz w google hasła ‘zapalenie opon mózgowych’. Zupełnie nie chcę znać szczegółów. Zupełnie nie interesuje mnie. Zupełnie nie.
Bo dasz radę. I nie wyobrażam sobie innej opcji. Zupełnie nie.

/i w tej chwili moje naprawdę mocno potłuczone kolano posiada zerową ważność, jest nieistotnym szczegółem, o którym nie warto nawet wspominać w domu, żeby mamine oczy nie zrobiły się jeszcze bardziej zaczerwienione/
.
Kiedy Aneta wylądowała w szpitalu po raz pierwszy, będąc małym brzdącem, wtedy kiedy jeszcze nie bardzo się lubiłyśmy, nie zdawałam sobie zupełnie sprawy z tego o co tak naprawdę chodzi. Kolejne akcje stopniowo uświadamiały mi, że to jest tak. Że ja panicznie boję się was stracić.
Panicznie.
.