sobota, 21 sierpnia 2004

Pomiędzy niebem a piekłem. Deszczową nocą.

Wczoraj w nocy nastrój miałam straszny, straszny. Taki, że nie podchodź, bo gryzę kopię drapię. Albo może trzymaj mnie mocno, tul głaszcz i pozwól wyparować całej złości. Czy może. Coś.
Tylko uważaj na siebie.
A później zrób ze mną co zechcesz. Będę bardzo cudowna.
Będę bardzo.
Ale najpierw...
.
‘Sabina ciągnęła swoje melancholijne rozmyślania: a gdyby miała mężczyznę, który jej rozkazuje? Który chciałby nad nią panować? Jak długo by z nim wytrzymała? Nawet nie pięć minut! Z czego wynika, że nie pasuje do niej żaden mężczyzna. Ani silny, ani słaby.
Powiedziała:
- A czemu nigdy nie używasz siły w stosunku do mnie?
- Ponieważ kochać to znaczy wyrzec się siły – odpowiedział cicho Franz.
Sabina uświadomiła sobie dwie rzeczy; po pierwsze, że to zdanie jest piękne i prawdziwe. Po drugie, że przez to zdanie Franz dyskwalifikuje się w jej życiu erotycznym.’
( ‘Nieznośna lekkość bytu’ Milan Kundera )
.
I lubię jesień. Może być wczesna.

środa, 18 sierpnia 2004

Królowa Lodu.

Przypadkiem trafiłam na pusty, jak mi się wydawało, flakonik. Nieostrożnie spróbowałam jego zapachu (jasnofioletowy, a przecież nie lubię). Poczułam go na nadgarstku. Dziwne było to szczypiące ciepło, czy może bardziej, piekący chłód. Na krótką chwilę odpłynęłam we wspomnienia ukryte w pudełku na szafie. 
.
Zawsze mogę się tłumaczyć, bo przecież ostrzegałam. Lód też parzy. A może to był ogień?
.
Nic nie powiem. 

wtorek, 17 sierpnia 2004

Coś jakby bez ładu i składu, śmierdzi mi tu brakiem polotu i smaku.

Naciągnięte podczas pielgrzymki ścięgna pod kolanem prawym wracają do normy. Jeszcze nie wiem, czy warto było.
.
Chomik podczas nielegalnej wycieczki po pokoju chyba jednak nie najadł się mysiej trutki, ponieważ żyje i aktualnie z szelmowską miną grzebie w świeżej trawie. Biedak nie zdaje sobie sprawy, co się przez niego w domu działo. Młoda rozpętała wojnę, pomstowała na chomicze klatki, dzikie myszy, ludzi, generalnie wszystko dookoła. Rozpacz w grochy, bo Toffi zaraz zdechnie. Osobiście jakoś dziwnie wydawało mi się, że nic mu nie będzie – dla takiego obżartego i rozpuszczonego chomika śmierdząca podstępem ‘karma’ nie mogła być atrakcyjnym kąskiem, zresztą, mimo wszystko głęboko wierzę, nie jest taki głupi na jakiego wygląda. Obym się nie myliła - całkiem lubię tego wścibskiego gryzonia...
.
Czytając wieczorem kolejny kryminał pani Christie stwierdziłam, że chyba znowu gorzej widzę okiem prawym, a okulary jak zwykle mam nie wiem gdzie.
Podobnie zresztą jak paszport, którego szukam bezskutecznie od wczoraj. Za szafą nawet sprawdzałam. Między nami mówiąc, bardziej zależy mi na artykule, który był w niego wciśnięty, ale głośno tego nie powiem, bo już wystarczająco oberwało mi się dzisiaj od mamy.
Tradycyjnie, rachunki. A wrzesień za chwilę, opłaty w szkole, bursie, zeszyty, książki, kurs angielskiego, francuski i jeszcze mi się niemiecki wymyślił i czy ja przypadkiem nie zapomniałam, że jedynaczką nie jestem i oprócz mnie jeszcze trójka w szkole. Pyśka do gimnazjum, Nina w podstawówce, Jasiek do zerówki, tylko Ewa w domu i ile to wszystko kosztuje. A komórka, a net, a to a tamto i mi wiecznie kasy mało. A-no-fakt. 
Oszczędzanie nigdy nie było moją mocną stroną...
.
Ale sobie myślę, że po przeżyciu fizyki z babunią S., nawet cięcia budżetowe nie są jakąś przesadnie wymyślną torturą.
.
A w ogóle, to zupełnie nie tak i nie o tym być miało.
Może za mało kofeiny na dziś.
.
Ziew.
... 

poniedziałek, 9 sierpnia 2004

Na wariackich papierach.

Kłóciliśmy się i godziliśmy, nie wiem ile razy byliśmy na krawędzi, nie wiem ile rzuciłam słów, które miały tylko i wyłącznie ranić. Płakałam, klęłam, robiłam wszystko, żeby bolało go jak najmocniej. Żeby zobaczył, jaka jestem podła i obrzydliwa. Że może racje miał ktoś, kto powiedział o mnie ‘podła zimna suka’. 
A on mimo wszystko nie dał sobie spokoju. ‘Nie rozumiem, czemu to robisz... I tak cię kocham. Przestań już!’.
Nieświadomy tego, co go czeka, dał się namówić na spacer do Częstochowy, skuszony wizją kilku wspólnych dni. Decyzja zapadła dziś między 21.00 a 23.30.
Przed chwilą wyszłam z wanny. Muszę się tylko spakować, troszkę załatać namiot, posprzątać pokój i co tam jeszcze? A, zapisać nas na tą pielgrzymkę. Artur przyjedzie do wioski koło południa, wyruszamy o 14.00. ‘Jesteś wariatką, jesteś totalną wariatką, ten pomysł jest szalony i bardzo mi się nie podoba, ale od samego początku wiedziałem, że i tak mnie na to namówisz...’
Będzie świetnie. Nie ma innej opcji.
( już ja o to zadbam! )
P.S.
‘...no też o to mi chodzi. Bądź z Arturem. Wiem, że przez najbliższe lata nie będziemy razem, ale ja będę czekał na ten moment i chce być w tym czasie twoim najlepszym przyjacielem. Kocham Cię i nie przestanę, a jak już będziemy blisko siebie za te dwa lata, będę się o ciebie starał aż mnie znowu pokochasz!’
(Dominik) 

czwartek, 5 sierpnia 2004

Brednie spod półprzymkniętych powiek.

W ciemnym pokoju. Zmęczona, śpiąca. Piję piwo Żywiec z puszki, które schłodzone było jednego z wieczorów spędzonych z Dominikiem. Wyrzucone z plecaka turlało mi się gdzieś w pokoju, stwierdziłam więc, że czas najwyższy je spożyć.
Ttak, teraz piwo i coca-cola. A w plecaku mam dwie butelki 0,5l vodki Finlandia (lime i cranberry), zakupione dziś po południu w Łodzi. Przegrałam zakład, więc wywiązuję się z umowy i proszę uprzejmie o poinformowanie mnie w sobotę, jak już będę pijana, że idąc do pierwszej komunii świętej ślubowałam abstynencję. To tak w celu pobudzenia uśpionego chyba sumienia.
Chociaż, czy ja wiem, w sumie bóg mnie nie rusza.
.
Czułości dziś w nocy i ciepła, pilnie potrzebuję.

Jest bardzo bardzo bardzo cicho.

Rozmawiałam z Arturem. Wkradła się niepotrzebna oschłość. Jakieś moje chore pretensje. Dziwny mam nastrój. Uciekłam do mamy. Jest w sypialni, Ewa śpi, tata z resztą dzieciaków nocują nad zalewem. Potrzebowałam chwili na uspokojenie. Nie trafiłam. Jeszcze bardziej się zapetłałam.
.
Nie lubię Łodzi. Powtarzam to przy każdej okazji, ale po cichu zaczynam wątpić. Przyzwyczaiłam się do nazw ulic, dzielnic, rozkładów jazdy. Mapy Poznania czy Krakowa są całkiem obce. Włączyło mi się dziwnie poważne myślenie. Matura, studia. ( ‘Masz jeszcze dwa lata’ ).
Może dlatego, że zauważyłam rok mojego bloga. Czytam o tym co myślałam kiedyś o tej porze. Jak wiele się zmieniło. Jak bardzo ja. A może wcale.
Nadal niespokoje i obawy o tej samej tematyce.
Ciągle złe sny, fear of the dark, wszystko na swoim miejscu.
Ale jednak dłuższe włosy, więcej pewności siebie.
Czuła na dotyk.
Chyba bardziej silna.
.
Chciałam, żeby podpowiedziała co dalej. ‘To twoje życie’. Tylko moje?
Oczywiście, że zrobię co zechcę.
Na dziś mogę powiedzieć tyle, że nie wiem. Tylko obiecuję sobie nie zawieść. Ich. I siebie przede wszystkim. Zastanawiam się co by jednak było, gdyby...
Chyba niepotrzebnie poruszyłyśmy pewien temat.
Córka maminej znajomej, rok ode mnie młodsza, przedawkowała. Miała wszystko. Tak? Więc dlaczego?
A dlaczego Kamil? ‘Taka bezsensowna śmierć! Popatrz, to już dwa lata...’. No, widzę, widzę, chociaż nie byłam na cmentarzu kilka miesięcy. Mocno czuję. Nigdy nie będę wiedziała dlaczego, ale chyba potrafię... nie, nie rozumiem, bo nie wiem, ale potrafiłabym zrozumieć, bo umiem sobie wyobrazić.

‘(...)
Wyrzec słowo, by stwierdzić, że głos
jest krzykiem i nikogo to nie obchodzi’
( Rafał Wojaczek )


Tak było kiedyś.
Od jego śmierci, po wielu miesiącach, moja mama odrobinę zrozumiała.
.
Kamil, dziękuję za wszystko. Za tamte wieczory, które przeciągaliśmy do nocy, nie mogąc się nagadać. Wiesz, bardzo brakuje ciebie. Między innymi po to, żebyś mógł podpowiedzieć. Wyjmując mi z ręki papierosa.
Przy tobie łatwiej było latać w chmury stojąc na solidnych fundamentach.

środa, 4 sierpnia 2004

Jak zwykła mawiać Aśka – życie komplikuję sobie w sposób niezaprzeczalnie mistrzowski.

Późno jakoś. Kiedy uciekło mi wczoraj?
Obiecałam Arturowi, że zadzwonię i umówimy się na spotkanie w Łodzi. Teraz to już nie będę chyba... dzwonić.
Spotkać się. Zobaczyć. Kochać?
To normalne jest, że nie mam żadnych wyrzutów sumienia? Zero żalu, skruchy. Wiem, że gdyby Dominik był krócej czy dłużej, nieważne, skończyłoby się tak samo. Łąka, deszcz, samochód, płyty, The Cranberries i. I. I i i. I później jeszcze pełno ludzi w domu i strych. I jeszcze i jeszcze i jeszcze więcej.
A to tylko flirt miał być. Słodka malutka ‘zemsta’ za moją szczenięcą miłość sprzed 5 lat. I miało nie być żadnego zaangażowania, żadnych uczuć. I co? Głupia jesteś, k.!