piątek, 17 października 2003

I was happy here with my simple life....

Moja 12letnia siostra kilka dni temu zasłabła podczas lekcji. Zrobili jej badania w szpitalu. Wykryli wadę serca. Musze dodawać, jak cholernie się martwię? Boję się jechać do Łodzi. Boje się, ze coś się stanie kiedy mnie nie będzie.

Łódź jest ucieczką. Łódź od samego początku była ucieczką.

I wcale nie jest mi z tym dobrze.

sobota, 11 października 2003

Stłuczona lalka.

Położyłam się wczoraj o 3. ojciec obudził mnie o 5. Tak odpoczywam w domu po tygodniu ‘ciężkiej pracy’ w I LO. Podkrążone oczy. Nieprzytomny wzrok. Rozpalone policzki. Potargane włosy. Palce leniwie prześlizgują się po klawiaturze. Nie chce się myśleć. Nic się nie chce. 

...

Dziwnie. W moim pokoju jakieś nie moje rzeczy. Poprzestawiane książki. Nie podlane kwiatki. Przewrócone krzesło. Aneta w moim swetrze. Karolina z moim misiem. Jasiek robi demolkę. W moim pokoju. Czuję się obco. Niby jest tak samo. Ale nie jest. A kiedy pojawi się ‘ono’. Wcale nie będę przyjeżdżać do domu. Przecież ono zajmie moje miejsce.

Znów miewam apokaliptyczne wizje dotyczące tego dziecka.
.

‘...i właściwie gdyby nie ty, odszedłbym. Nie mogłem już wytrzymać, miałem dosyć tego wszystkiego. I tylko to, że byłaś ty. Tylko dlatego się nie rozwiodłem z mamą.’
( tata )


To coś nowego. Dotychczas tylko mama mi tak mówiła. Że nie rozwiodła się z ojcem ze względu na mnie. A teraz i on. Cudownie. ( ‘W samotni mej figi spadają z drzew’ ... ) Skoro się nie rozwiedli jednak, to może niech darują mi teraz takie gadanie. Niech mi darują. Bo naprawdę jest mi przykro. I nie chcę tego słuchać.

.

Byłam w piątek w gimnazjum. Miałam ochotę odwiedzić stare śmieci. A dzisiaj przyszedł do mnie Grzybek. I Agata z Karoliną. W sumie gadali głównie oni. Grzybek i Karo w jednej szkole, Aga w sąsiedniej, codziennie dojeżdżają jednym autobusem. Oni gadali, ja słuchałam. Agata została u mnie dłużej. Czerwcowe kłótnie zbladły. Ucieszyłam się. Naprawdę.
.

...zasypiam....
dobranoc.

‘Banalny słońca wschód, przewidywalny zachód...’

Czytam ‘Ostatnią rundę’ Cortazara. Dalej. Zachłannie. Szybciej. Stop – nie rozumiem. Jeszcze raz. Jeszcze raz. Jeszcze. Jeszcze. Jeszcze. Chyba nauczę się jej na pamięć.

Nie śpię.

Czy to muzyka z ‘Requiem for a dream’, deszcz bębniący w szyby i dach, zimno, książka, wydarzenia dnia minionego, czy może strach przed kolejnym złym snem?

‘Cukier? Tak.
Do wystygłej kawy, dwa kawałki.
Czas już iść, późno.’
( ‘Ostatnia runda’ Julio Cortazar )

piątek, 10 października 2003

no signal

Czarne dżinsy, golf brązowy, upaćkane okulary. Herbata bardziej chłodna niż letnia. 

*

Autobus pospieszny Łódź – Piotrków Trybunalski – Kielce - Busko Zdrój był prawie pusty. Deszczowa pogoda, zaparowane szyby, monotonne kołysanie i soundtrack z ‘Podwójnego życia Weroniki’ wprowadziły mnie w nastrój śpiąco - sentymentalny.

*

‘Jestem twoją klątwą i przekleństwem
niedokończoną przyjemnością
przegryzioną wargą
do krwi

jestem twym śmiertelnym wrogiem
złym snem który nie miał dokąd odejść’
( ‘Tom Petty spotyka Debbie Harry’ Pidżama Porno )


I być może była wtedy już jesień, a może było jeszcze lato, może padał deszcz, może było mi smutno, a może ja tak bardzo chciałam podarować komuś te nieszczęsne uczucia, których było we mnie zbyt wiele, że na twoje pytanie ‘a więc kogo kochasz?’ spod moich palców popłynęły słowa 'co byś zrobił, gdybym powiedziała, że Ciebie...?'. Szymon?

Teraz już znam odpowiedź.
Tak. I to właśnie jest sentymentalne pierdolenie.

niedziela, 21 września 2003

Niedorosła dziewczynka...

...siedząc przy biurku z dłonią na klawiaturze, zawinięta w koc, wdychając zapach jego koszuli, łapiąc ciepło zapalonej przed chwilą świeczki dopija zimną kawę.

*
‘Jesteś dorosły, potrzebujesz dorosłej kobiety, a nie dziewczynki’
( Alina )


Powyższy tekst czytałam wczoraj wiele razy. Tylko po to, żeby bolało.

*
Bo jeśli stoję na drodze twojemu prawdziwemu szczęściu - odejdę, zapomnisz o mnie i:
- tonicżeoddalismysobiesiebienawzajem,
- tonicżebylismydlasiebiepierwszymi,
- tonicżetaknaprawdęniepotrafięjużchybabezciebieżyć. 

sobota, 13 września 2003

Tasiemiec

I
Łódź: brzydka, brudna, szara, smutna, duża.

II
Bursa: pełna ludzi o odmiennych charakterach, stylach, upodobaniach, przyzwyczajeniach, gustach muzycznych, zachowaniach.

III
Pokój w bursie: trzy razy mniejszy od pokoju, który zajmuje w domu, niewygodne łóżka, nie domykająca się szafka, więcej szafek, szafa, stół, cztery krzesła, na parapecie kwiatki, miśki, świeczki, pierdoły moje i Asi, które przywiozłyśmy z domów, mój kawałek ściany oblepiony zdjęciami rodziny i znajomych, przyczepiony pluszowy granatowy księżyc z biała myszą, na półkach książki i zeszyty.

IV
Współlokatorki: Joasia – uczennica 1 klasy IV LO, ambitna, pulchna, poważna, wesoła, zakochana, podobna do mnie. Madzia – uczennica 1 klasy XXX LO, zabawna, niezdecydowana, leniwa, dyskotekowa, niepodobna do mnie.
Zgoda, ład i harmonia. Co moje to bierzcie i korzystajcie. Ja dziś zmywam, wiec ty wynosisz śmieci, a ty sprzątasz stół. Kto mi pomoże z matma? Przywiozę ci w niedziele opracowanie tego doświadczenia, mieliśmy je w gimnazjum. Dzięki. Wychodzę do miasta, połażę po Pietrynie i wrócę koło 18, weźcie mi obiad jakbym się spóźniała. Jak było w szkole? Na razie, dziewczyny!

V
Wolność: ‘wypisanie się’ każdorazowo przed wyjściem w zeszycie wychowawcy grupy. Czyli np.: ‘Katarzyna K., 2.09.2003 11.00, do miasta, powrót ok. 20.00’ ( czytaj: idę się kochać z J. w pokoju wynajętym przy Puławskiej ), drrr...! komórka ‘hej, mamo! Siedzę w bursie, uczę się francuskiego, co w domu?’ ( patrz: właśnie wyszłam z łóżka i próbuję się ubrać, a J. skutecznie mi to uniemożliwia... ). Powrót do bursy najpóźniej o 21.30.

VI
Szkoła: stara, 4 piętra. Lekko nie będzie. Wymagający nauczyciele. Pytanie, które pojawia się w mojej głowie nadzwyczaj często. CO JA TUTAJ ROBIĘ?

VII
Klasa: czuje się wśród nich... ...jak osoba nie z tej bajki. Ja nie mam rodziców na wysokich stanowiskach. Nie jestem jedynaczką. Nie mam tylko jednego brata czy siostry. Nie palę. Piję okazyjnie. Nie mam sterty ciuchów. Nie obejrzałam miliarda filmów. Nie znam się na sztuce. Nie upiłam się nigdy. Nie byłam na imprezie do rana. Nie jestem inteligentna. Nie jestem wśród nich swobodna. Nie jestem wśród nich do końca sobą. Nie chcę się narzucać. Chcę akceptacji. Nie chcę być outsiderką. Nie chcę udawać innej. Wyluzowanej. Zwariowanej. Zakręconej. Modnej. Zgadzającej się. Chcę. Nie chcę. Jestem. Nie jestem. Wiem. Nie wiem. Ja nie wyrywam się do odpowiedzi. Nawet, jeśli przypadkiem wiem. Nawet jeśli, nie powiem i za chwile żałuję, bo ktoś powiedział to co powiedzieć chciałam. Ja tylko lubię czytać. Ja tylko znam parę fajnych książek. Ja tylko. Jestem. I chciałabym być. Kimś.

VIII
Janusz: dzisiaj jest nasze pół roku. Pół roku minęło od chwili, kiedy wysłałam mu pamiętnego smsa o jakże wymownej treści. Od października będzie w Łodzi. Boi się. Alina powtarza mu, że jestem niedojrzałą dziewczynką. Dla której będzie malutkim kawałeczkiem wśród ogromnych puzzli/ Że dla mnie słowo ‘miłość’ oznacza co innego, niż dla niego, 20letniego dorosłego faceta. To mnie po prostu dobija.



IX
8 września ludzie z mojej klasy poszli się ‘integrować’ do parku. Czyli była tradycyjna popijawa. Ja wróciłam do bursy. Nie miałam nastroju. Kilka razy byłam bliska płaczu w szkole. Dlaczego? Wspomnienia ciągle bolą. Kamil przed oczami. Żywy. W trumnie. Dlaczego on to zrobił? Beznadziejne pytanie. Przecież sama chciałam się zabić. Powinnam go rozumieć?
Nie rozumiem.

X
Paulina: czy to pisanie ma jakikolwiek sens? Czy to, co pisze, jest cokolwiek warte? Mówisz, że tak. czy ja mam jakiś styl? Czy to co pisze kogoś może interesować?

To już było.

Wczoraj wieczorem skasowałam bloga. Nie chciałam, żeby Szymon go przeczytał. Teraz żałuję. I wracam.