niedziela, 6 sierpnia 2006

Jak mogłam wszystko tak spieprzyć…

Twarz wtulona w koszulkę Damiana, pachnąca Damianem, pumą i papierosami, pachnąca gorącym popołudniem, oczy pełne łez, rozmazany makijaż, tusz spływający po policzkach, bo kiedy już powiedziałam, że wyjadę, i że Poznań, kiedy on zareagował dokładnie tak, jak się bałam, nagle Poznań wykrzywił się jakimś koszmarnym grymasem, a w głowie wyświetlił się obrazek tego co miało być łódzkie, tego co miało być damianowe, damianowe-nasze, tego co było by, gdyby nie to, że Dominik przyjechał jak dwa lata temu.

I nie ma tego duszka, o którym mówiłaś przez telefon, N., nie ma nawet ciebie a ja wspominam balkon fotele koc i papieros za papierosem odgaszane w słoiczku trzymanym w drżącej dłoni…
…sms od Damiana, ‘szybko o mnie zapomnisz, byłem dla ciebie tylko zabawką’, sms od Dominika ‘przepraszam, nie chciałem cię tak skrzywdzić, kasiu’, sms od Artura ‘kiedyś to ze mną rozmawiałaś tak długo’, sms sms sms, Damian wyszedł sam na łąkę, a ja nawet nie znam łąki Damiana, Dominik siedzi sam w pokoju patrząc na telefon, Artur pewnie też jest teraz sam, ja leżę sama w łóżku z tą koszulką Damiana, a łzy same płyną…

Rozmowa.

N.: listopadowy ownlog jest Dominika
k.: tak.
N.: pamiętasz, mówiłaś mi o tym na balkonie
k.: tak
ja piszę notkę
bolesną.
Natalia - uciekam?
uciec…?
N.: ucieczka nie daje komfortu psychicznego
zawsze oznacza tchórzostwo
k.: ale jest pewnym sposobem na uwolnienie się od 'było'
N.: rozpatrz wyjazd do Poznania w innych kategoriach, o, właśnie
i chodzi o to, żeby to była w pełni Twoja decyzja, a nie decyzja tego, czego się boisz
i przed czym uciekasz.
k.: wczoraj płakałam pod kościołem w P. rozmawiając niemal godzinę z Arturem.
N.: dlaczego płakałaś?
k.: dlatego, że on chce ze mną być.
że on chce jak kiedyś.
ostatnio napisał mi, że przecież nikt nie pasuje do nas bardziej niż my.
ze przecież w zasadzie tyle razem mieszkaliśmy, tyle przeszliśmy
i 'tylko kryzys stał się końcem...'
N.: ...
k.: Natalia, ja nie postrzegałam tego jako 'kryzys', ja... widziałaś. to BYŁ koniec. z jego strony.
N.: wiem
k.: a dziś, on dziś mówi to tak, jakby to była moja wina... jakbym to ja go zostawiła, jakbym to ja odeszła, a teraz nie chciała wrócić
a ja ci powiem, że nie kocham ani Damiana ani Dominika
nie kocham ich.
tylko chcę kochać, i umiem przekonująco kłamać.
ty wiesz o tym, N.
ale ja nie mogę do Niego wrócić
bo za mocno to wszystko pamiętam
bo 'już za późno bym mogła zapomnieć'
...
N.: i co ja mam Ci powiedzieć?
k.: że jestem popaprańcem emocjonalnym?
bo powiedz - czy nie jestem?
N.: jesteś
ale i tak Cię kocham
tylko wiesz...
ja też mocno się o Ciebie boję
bardzo mocno
k.: dlaczego?
N.: bo to wszystko, co się dzieje najbardziej kaleczy Ciebie
wystarczy popatrzeć na Twoje opisy... takie siedemdziesiąt znaków
k.: masz rację, N.
N.: i boję się, że niemożliwe jest wmówienie sobie, że się kocha
nawet, jeśli bardzo, bardzo, bardzo chce się kochać
i że niemożliwe jest wmówienie sobie szczęścia
k.: 'podróbka szczęścia z fabryki na Tajwanie...'
N.: ...a ja nie chciałabym niczego tak, jak tego, żebyś była szczęśliwa.

sobota, 5 sierpnia 2006

Blogoterapia.

Dzień dobry.
Mam na imię kasia. Lat dziewiętnaście z hakiem.
I jestem popaprańcem emocjonalnym.
.
Dziękuję za uwagę.
/'wszystko już o niej wie tani stróż anioł'

środa, 2 sierpnia 2006

Ostania noc, łapiąc chwilę.

‘Tak bardzo bardzo kocham cię,
Tak bardzo potrzebuję cię…’
( Kult )

…wyśpiewane szeptem w oknie wśród wiatru bezgwiezdnej nocy, słodki szelest kołdry, ten zapach.
.
‘Zawsze ci mówiłem, że Artur nie wiedział co ma…’
/co miał.
.
Dominik jutro wyjeżdża.

niedziela, 30 lipca 2006

Huragan Dominik.

Ta notka miała mieć zupełnie inny tytuł, miała milion tytułów, zanim jeszcze przebrałam się w piżamę i zaczęłam bębnić palcami w klawiaturę.
Ta notka tworzyła się przez te wszystkie dni podczas których nie pisałam.
Kiedy przyjechał do mnie, kiedy ja byłam u niego, kiedy blog obchodził 3 urodziny, kiedy huragan huragan huragan, a ja nie pisałam.
Huragan, z którym mam uśmiechnięte zdjęcie na tapecie komputera.
Huragan, który leży teraz tuż obok na łóżku, który bawi się moimi włosami i śmieje się mówiąc ‘Katarzyna ma katar’, a Katarzyna pociąga nosem, bębniąc palcami w klawiaturę.
.
poniedziałek, 2004-08-09 01:26
‘...no też o to mi chodzi. Bądź z Arturem. Wiem, że przez najbliższe lata nie będziemy razem, ale ja będę czekał na ten moment i chce być w tym czasie twoim najlepszym przyjacielem. Kocham Cię i nie przestanę, a jak już będziemy blisko siebie za te dwa lata, będę się o ciebie starał aż mnie znowu pokochasz!’
Dominik


Ten sam huragan, który był dokładnie dwa lata temu, który dwa lata temu napisał tego smsa. Ten sam, który przed chwilą pocałował zakatarzony garbaty nos Katarzyny, Katarzyny która znowu czuje się zagubiona gdzieś tam, między Nim a Nim, między sobą samą.
Siebie samej nie potrafiąca odnaleźć.
Bo huragan jest uwielbiany przez całą rodzinę, huragan jest uwielbiany przez Katarzynę.
A przecież miały być za kila dni Bieszczady z Damianem.
Ale przewróciło się, zakotłowało, wzburzyło krew i odebrało rozum.
Bo głupie serce.
.
Znamy się już niemal 10 lat, huraganie, spotykamy przypadkami i mijamy konsekwentnie, a teraz słyszę że chciałbyś być ze mną bardzo bardzo długo, nie rok i nie kilka miesięcy jak przepowiadam ja, ale bardzo bardzo długo, bo to już tak u ciebie od dwóch lat, chociaż tak bardzo nie jestem, i bo wiesz, że nienawidzę słowa ‘zawsze’.
.

Dlatego nagle rzuciłam w kąt ciepłą kuchnię, sadowiąc się wygodnie w pokoju w waszym poznańskim mieszkaniu, uciekając już od Łodzi, rzucając wszystko, niszcząc całą przeszłość, przy tobie chcę, chociaż nie wiem jakim cudem mogłabym teraz dopiero próbować dostać się na UAM, kiedy wiem już, że przyjęli mnie na UŁ. Wyśniona i absurdalna romanistyka.
.
Poprzewracało się a jednak płaczę podczas rozmowy z Damianem.
/na niebie nie widać ani jednej gwiazdy.
.

‘Kocham cię, k.’, powiedział uśmiechnięty huragan, wpatrzony w kosmyk moich podciętych dzisiaj włosów. ‘Kocham cię, k.’, powiedział uśmiechnięty huragan wpatrzony w płatki uszu, z których przed chwilą wyjęłam ukochane hematytowe kolczyki, te same, które miałam nosić szukając Artura podczas spacerów z Iskrą.
.
Huragan masuje mi stopy podziwiając moje małe paznokcie.
Powoli odpływam.
/więc jak to wszystko...?

wtorek, 18 lipca 2006

Eyes like an open book.

Tylko patrz.
I czytaj.

Będziesz wiedział wszystko.
.
.
.
Damian, Damian, Damian.
Zezłościł mnie rano, dzwoniąc, żebyśmy spotkali się dziś, nie jutro, bo jutro nie będzie jak. Zezłościł, bo musiałam zmienić plany, szykować się w dzikim pędzie i biec na przystanek bez perfum, o których zapomniałam, a autobus i tak się spóźnił.
Czekał w parku przy Fabrycznym, z bukietem czerwonych róż. W niebiesko-granatowej koszuli, obłędnie pachnący Pumą. I to spojrzenie spod idealnych brwi, i ten uśmiech.
Dreszcz przebiegł przez całe ciało. I już wcale nie byłam zła.
/ach, więc to tak wygląda randka! - mimo braku lekkiej dziewczęcej sukienki.
Odebrałam wyniki DELFa, pojechaliśmy ze szczurami do lecznicy, w której mają urlop, a później dziko głodni wybraliśmy się na pizzę.
Zdjęłam pod stolikiem sandały, stopa powędrowała sobie gdzieś-tam.
/jesteśmy oboje tacy grzeczni! – a co widziała i słyszała męska toaleta wiemy tylko my i jej ładne beżowe kafelki.
Siedzieliśmy w parku na Pietrynie, przed Siódemkami, w tym samym miejscu pod drzewem, na murku, tam gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę przed Nocą Muzeów na którą miałam pójść wtedy z Amandą i Marcinem, a zamiast tego pojechaliśmy do akademika robić sałatkę z kurczaka i winogron, a później oglądaliśmy film, kochaliśmy się pierwszy i drugi raz, kiedy nastąpiła miedzy nami niekontrolowana i zupełnie szalona chemiczna eksplozja, pamiętam doskonale, jak chciałam żeby nie przestawał mocno tulić.
Więc siedzieliśmy tak, w tym samym, gdzie w maju po moim ustnym francuskim paliliśmy papierosy i jedliśmy lody truskawkowe, a ja już na przystanku 78 dostałam od niego konwalie.

Teraz – przylepieni, mój nos-twój nos, oko-usta, powieka-język, język-ucho-szyja.
.
Słowa to za mało by opisać chociażby chwilę, w której chciałeś wziąć sobie trochę moich piegów.

sobota, 15 lipca 2006

Dwie i pół godziny z Damianem.


Jego oczy łączące się w jedno z niebem, kiedy oddychałam coraz szybciej a koniki polne wplatały się w moje włosy.